Przejdź do głównej zawartości

Maciej Dobosiewicz – Nuka

Odkąd zostałam mamą po raz drugi, przebieram w książkach dla najmłodszych jak w ulęgałkach. I czasem trafiam na książki, które rozczulają, a czasem na takie, które bawią. Znajduję też takie, które sprawiają, że zaczynam nieco inaczej postrzegać pewne rzeczy, np. Jak zrozumieć psa, no bo przecież z nim nie porozmawiam, prawda? 



Nuka jest owczarkiem węgierskim, czyli psem z charakterem, kudłatym urokiem i sercem wielkim jak... worek karmy XXL (którą nomen omen potrafi się uraczyć bez opamietania). Urodzona na wsi psinka, była przyzwyczajona do zabaw i psot. Mogła  gonić za liśćmi, drapać się bez skrępowania i szczekać, kiedy tylko dusza zapragnie, ale nagle, zupełnie bez przygotowania trafiła do miasta. Do nowych ludzi i zasad, z którymi nie do końca potrafiła sobie poradzić. 

Książka Dobosiewicza to nie tylko przygody z miejskiego podwórka, ale prawdziwy podręcznik z życia psa, który ma ambicje i bardzo szybko się uczy. Na przykład jak nie szczekać na wszystko co się rusza, jak łowić ryby, albo odróżnić obcas swojej pani od przekąski.

Wszystko to opisane z perspektywy samej Nuki, cudownego, kudłatego stworzenia, z jej dziecięco-psiego punktu widzenia, który jest jednocześnie rozczulająco prosty i zaskakująco mądry.

Tę uroczą książkę pokochają nie tylko dzieci, ale i dorośli, którzy szukają mądrych opowieści, pełnych humoru i wpadek, ale i ciepła i czułości. 

To też świetny pretekst, żeby porozmawiać z dzieckiem o odpowiedzialności, adaptacji do nowych sytuacji i na przykład empatii. Bo patrzenie na świat oczami psa to doskonała szkoła wrażliwości.

Jeśli szukacie książki, która będzie bawiła całą rodzinę, uczyła mimochodem i zostawiała po sobie ciepełko w sercu jak termofor w grudniu, to „Nuka” będzie dokładnie tym, czego potrzebujecie.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Nalewki

O tym, że po kieliszeczku nalewki ciepło rozlewa się leniwie po organizmie i przyjemnie mrowi w palcach, wie każdy. O jej działaniu napotnym i terapeutycznym również. Ale, że drugiego dnia, po przekroczeniu limitu łeb waży tyle co czterdziestotonowa ciężarówka, to nie piszą nigdzie.  Łyczek rozgrzewającego trunku dla kurażu, kropelka nalewki do herbaty - potrafią zdziałać cuda. Już w przeszłości poważane matrony raczyły się słodkim cherry, zagryzając maślanymi ciasteczkami. Taką mieszankę zdecydowanie odradzam, ze względu na niekompatybilność wyżej wymienionych składników, których spożycie w nadmiarze może wywołać sensacje dwudziestego wieku w jelitach. No, chyba, że lubicie obcowanie z porcelanowym ludkiem, wtedy oczywiście, bardzo proszę, ale ja ostrzegałam. Na półkach sklepowych znajdziecie milion różnych smaków, ale domowe nalewki nie mają nic wspólnego z tymi komercyjnymi. Prawdziwa, zdrowotna nalewka śmierdzi, rozgrzewa i pali gardło jak garść chili, ale staw...