Seria o czterech porach roku, zachwyca po raz drugi, bo miło znów zanurzyć się w historii pełnej emocji. A trzeba zauważyć, że ta książka to coś więcej niż tylko kolejna romantyczna powieść, choć rzecz jasna to ważne w tym przypadku. Ta powieść zaskakuje dojrzałością, wciąga sportowym klimatem i pozwala zajrzeć za kulisy świata łyżwiarstwa figurowego z niezwykłą autentycznością.
Lily to młoda, utalentowana łyżwiarka, która całe życie podporządkowała jednemu celowi, czyli złotu na mistrzostwach świata. Gdy jej nowym partnerem zostaje Orion Williams, legenda lodowej tafli, dziewczyna przeciera oczy ze zdumienia, ponieważ jest jego fanką, a on okryty jest sławą „przeklętego mistrza”. Z pozoru idealny duet, w praktyce oznacza mieszankę emocji, obaw i trudnej przeszłości.
Moncomble skręca sobie raz po raz ku mojej uciesze i nie podąża utartymi ścieżkami. Ta książka pulsuje napięciem, ale daleko jej do banalnego romansu. Autorka bowiem świadomie unika frazesów i przesadnych upiększeń. Zamiast nich oferuje ładny, wyważony styl, w którym ważne są zarówno niewypowiedziane lęki bohaterów, jak i ich stopniowe, mozolne zbliżanie się do siebie.
Ogromnym atutem powieści jest sposób, w jaki przedstawiono świat profesjonalnego łyżwiarstwa figurowego. Autorka zajrzała za kulisy, pokazała piękno tego sportu, pełnię blasku, ale też okrutnie wymagające i kontuzjogenne często treningi. Dużo tu też o presji, strachu przed kontuzją, a nawet mrocznych tajemnic skrywających się za perfekcyjnymi występami. Wszystko to jest szalenie plastyczne i niemal namacalne.
Lily i Orion to bohaterowie z krwi i kości, pełni przeciwieństw, a jednocześnie przyciągający się jak magnes. Ich dialogi są świeże, naturalne i pełne iskier, a chemia między nimi jest wyczuwalna w każdym spojrzeniu i każdym kroku na lodzie.
„Zima, by się nie zakochać” to opowieść nie tylko o miłości, ale też o zaufaniu, determinacji i walce z demonami, które potrafią być z człowiekiem dłużej niż najgorsza kontuzja. Pięknie napisana, emocjonalnie prawdziwa, osadzona w świecie, o którym rzadko mówi się bez filtrów.
Poczytajcie, bo warto.
Komentarze
Prześlij komentarz