Przejdź do głównej zawartości

Michelle Wong – Dom bestii

Czasem lubię się zanurzyć w rozkosznym romantasy, czasem w solidnym fantasy, gdzie wciąż krzyżują się miecze, a czasem szukam czegoś pośrodku. A tutaj w sukurs przyszła Wong i stworzyła powieść, która z rozmachem łączy mroczne fantasy, dramat rodzinny i historię dojrzewania w świecie rządzonym przez bezwzględne rody oraz kapryśnych bogów.



Już od samego początku obcować tu trzeba ze światem pełnym wykluczenia i bólu. Alma, główna bohaterka, dorasta na marginesie społeczeństwa, jest niechciana, naznaczona brakiem nazwiska i pochodzenia, kochana jedynie przez matkę. Ich relacja stanowi emocjonalne serce powieści i to właśnie miłość do chorej matki popycha Almę do desperackich decyzji, które na zawsze odmienią jej los. Gdy dziewczyna odkrywa, że jest nieślubnym dzieckiem Domu Avera, jednego z czterech potężnych rodów służących bogom, świat, który znała, rozpada się ostatecznie. Dom Avera nie jest jednak zwykłym rodem. Jego patronem jest Groźna Bestia, jest nim bóg śmierci, najstraszliwszy ze wszystkich, a ojciec Almy okazuje się jego naczyniem. 

Wong mistrzowsko buduje napięcie wokół tej postaci, ojciec nie jest tu jedynie antagonistą, lecz symbolem systemu, który poświęca jednostki w imię boskiego porządku i politycznych interesów. Ceremonia, podczas której Alma oddaje Bestii swoją lewą rękę w zamian za obietnicę lekarstwa, jest jednym z najmocniejszych momentów książki, bardzo brutalnym, cielesnym i głęboko symbolicznym. To akt ostatecznego podporządkowania, ale też pierwszy krok ku przyszłej rebelii.

Na tle tej opresyjnej rzeczywistości pojawia się jeden z najciekawszych elementów powieści, czyli relacja Almy z Bestią. Bóg śmierci nie objawia się jako bezkształtny potwór, lecz przybiera postać pięknego księcia o włosach w kolorze księżyca, widocznego tylko dla niej. To figura jednocześnie niepokojąca i fascynująca, uwodzicielska, ironiczna, okrutna, a zarazem zaskakująco szczera. Ich więź balansuje na granicy zależności, sojuszu i czegoś, co trudno jednoznacznie nazwać. Wong bawi się konwencją „Pięknej i Bestii”, odwracając role i podważając romantyczne klisze, bo tutaj potwór nie chce zostać ocalony, lecz oferuje zniszczenie jako formę wyzwolenia.

„Dom bestii” to nie tylko opowieść o zemście, choć chęć odwetu rzeczywiście staje się dla Almy siłą napędową. To również historia o sprawczości i wyborze w świecie, w którym bogowie dosłownie ingerują w ludzkie życie. Wiadomo, czym jest przeznaczenie i czy można je złamać, gdy sam porządek świata opiera się na ofierze, a wybranie Almy do dokonania zmian nie brzmi jak zaszczyt,a raczej jak kolejne brzemię, które musi unieść ktoś już wcześniej złamany.

Styl Michelle Wong jest gęsty, obrazowy, momentami wręcz poetycki, co doskonale współgra z mroczną atmosferą książki. Autorka nie unika brutalności, ale nigdy nie jest ona pusta, bo przemoc zawsze ma konsekwencje emocjonalne i psychiczne. Świat przedstawiony, choć fantastyczny, rezonuje z bardzo realnymi tematami, wykluczeniem, patriarchalną władzą, instrumentalizacją ciała i bólem po stracie.

„Dom bestii” to propozycja dla czytelników, którzy szukają fantasy nieoczywistego, takiego, które nie boi się brudu, moralnej szarości i trudnych pytań. To mroczna, poruszająca opowieść o dziewczynie, która miała być ofiarą, a może stać się iskrą zdolną spalić cały porządek świata. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Nalewki

O tym, że po kieliszeczku nalewki ciepło rozlewa się leniwie po organizmie i przyjemnie mrowi w palcach, wie każdy. O jej działaniu napotnym i terapeutycznym również. Ale, że drugiego dnia, po przekroczeniu limitu łeb waży tyle co czterdziestotonowa ciężarówka, to nie piszą nigdzie.  Łyczek rozgrzewającego trunku dla kurażu, kropelka nalewki do herbaty - potrafią zdziałać cuda. Już w przeszłości poważane matrony raczyły się słodkim cherry, zagryzając maślanymi ciasteczkami. Taką mieszankę zdecydowanie odradzam, ze względu na niekompatybilność wyżej wymienionych składników, których spożycie w nadmiarze może wywołać sensacje dwudziestego wieku w jelitach. No, chyba, że lubicie obcowanie z porcelanowym ludkiem, wtedy oczywiście, bardzo proszę, ale ja ostrzegałam. Na półkach sklepowych znajdziecie milion różnych smaków, ale domowe nalewki nie mają nic wspólnego z tymi komercyjnymi. Prawdziwa, zdrowotna nalewka śmierdzi, rozgrzewa i pali gardło jak garść chili, ale staw...