Przejdź do głównej zawartości

Kaja Owczarczyk – Dziedzictwo

 Lubię, kiedy obyczajówki są rzutko i inteligentnie napisane, pozbawione są banałów i tworzą atmosferę, w której aż chce się zanurzyć bez poczucia, że autor prowadzi za rękę lub serwuje emocje na skróty. „Dziedzictwo” Kai Owczarczyk to powieść wymagająca uważnego czytania, ale jednocześnie jest niezwykle satysfakcjonująca, bo opowiedziana z wyczuciem, literacką świadomością i emocjami.



Autorka snuje historię, która nie poddaje się prostym klasyfikacjom. To nie jest klasyczna saga rodzinna ani kolejna powieść wojenna, choć druga wojna światowa stanowi jej bolesne, nieustannie pulsujące tło. Jest przede wszystkim opowieścią o tym, co po wojnie zostało w ludziach, w rodzinach, w pamięci. O tym, jak trauma przenosi się z pokolenia na pokolenie, często w milczeniu, niedopowiedzeniach i urwanych wspomnieniach, a także psychice, która jest wyjątkowo wątła.

Powieść jest niebanalna, poprzetykana licznymi retrospekcjami i wspomnieniami, dzięki którym opowieści o bohaterach nabierają sznytu. Przeszłość nie jest tu jedynie tłem czy ozdobnikiem fabuły, lecz realnie kształtuje teraźniejszość, wdziera się w nią i domaga się uwagi. Retrospekcje nie rozbijają narracji, a nadają jej głębi i rytmu, sprawiając, że czytelnik stopniowo składa losy bohaterów niczym fragmentaryczną mozaikę.

„Dziedzictwo” jest pełne bólu i żalu, ale nie epatuje nimi nachalnie. Owczarczyk potrafi pisać o cierpieniu bez patosu, z dużą powściągliwością, która paradoksalnie wzmacnia emocjonalny wydźwięk historii. Wojna jawi się tu jako doświadczenie totalne, kompletnie niszczące nie tylko miasta i życia, ale też marzenia, relacje i poczucie sensu. To opowieść o drugiej wojnie światowej, niepowetowanych stratach i pogrzebanym szczęśliwym życiu, które mogło się wydarzyć, ale nigdy nie dostało swojej szansy.

Szczególnie poruszające jest to, jak autorka pokazuje proces godzenia się z losem. Nie ma tu prostych rozwiązań ani nagłych olśnień. Pogodzenie się nie oznacza zapomnienia, jest raczej cichym przyjęciem faktu, że pewne rany pozostaną na zawsze. Bohaterowie uczą się żyć z brakiem, z pustką, z pytaniami bez odpowiedzi. I właśnie w tej niejednoznaczności tkwi siła tej powieści.

Język, jakim Kaja Owczarczyk tworzy, zasługuje na osobną uwagę. Jest dość oszczędny, ale sugestywny, pełen znaczeń ukrytych między wierszami. Autorka ufa czytelnikowi, nie dopowiada wszystkiego wprost, pozostawiając przestrzeń na własne emocje i interpretacje. To literatura, która nie krzyczy, ale rezonuje.

To powieść o pamięci, która bywa ciężarem, ale też jedynym, co ocala. O tym, że dziedziczymy nie tylko przedmioty i nazwiska, lecz także cudze lęki, straty i niespełnienia. To książka, która zostawia ślad. I właśnie za takie obyczajówki cenię literaturę najbardziej. Polecam!


Komentarze