Dawno temu, w pięknych zielonych lasach gdzie teraz znajduje się pojezierze łagowskie panowała harmonia i spokój. Matka Natura zadbała o to by mieszkańcom tych ziem niczego nie brakowało. Lasy były pełne zwierzyny, grzybów i jagód, a jezioro wokół których powstała osada, obfitowało w ryby. Ludziom żyło się dobrze i dostatnio, bo z szacunkiem odnosili się do wszystkich stworzeń. Jezioro, które było czyste jak najprzedniejszy kryształ, kryło w swoich głębinach cudowną tajemnicę, której strzegła sama Matka Natura. Wysyłając niegdyś lodowiec w te strony, wiedziała, że stworzy duże jezioro rynnowe o bajecznych kształtach, wielu zakamarkach i nierównym pofalowanym dnie. Po wielu długich latach żmudnego żłobienia, udało jej się uzyskać zadowalający efekt i stwierdziła, że to właśnie tutaj będzie odpoczywała. I choć wtedy nie nadawano jeszcze nazw, to Matka Natura postanowiła, że osobiście dopilnuje by w przyszłości nadano mu nazwę Ciecz. Pod jej nieobecność jeziora...
Czy można opowiedzieć o sile języka, pamięci i kobiecym doświadczeniu tak by nie oceniać, a wyciągać wnioski? Owszem, i zrobila to z rozmachem Pip Williams. Jest to podróż do początku XX wieku, w sam środek prac nad słynnym Oksfordzkim Słownikiem Języka Angielskiego, ukazująca historię z perspektywy tych, których głosy przez lata pozostawały niesłyszane. Główną bohaterką jest Esme, dziewczynka wychowująca się wśród słów i definicji. Dorastając w cieniu wielkiego projektu leksykograficznego, odkrywa, że wiele wyrazów związanych z życiem kobiet zostaje pominiętych lub uznanych za niewystarczająco ważne, by znaleźć miejsce w oficjalnym słowniku. Zbierając odrzucone karteczki z hasłami, Esme tworzy własny „słownik pojęć utraconych”, czyli symboliczny zbiór słów, które opowiadają historie kobiet różnych klas społecznych i środowisk. Pomysł Williams jest szalenie oryginalny, ukazuje bowiem język jako neutralne narzędzie komunikacji, ale również odbicie relacji społecznych i układów wład...