Dawno temu, w pięknych zielonych lasach gdzie teraz znajduje się pojezierze łagowskie panowała harmonia i spokój. Matka Natura zadbała o to by mieszkańcom tych ziem niczego nie brakowało. Lasy były pełne zwierzyny, grzybów i jagód, a jezioro wokół których powstała osada, obfitowało w ryby. Ludziom żyło się dobrze i dostatnio, bo z szacunkiem odnosili się do wszystkich stworzeń. Jezioro, które było czyste jak najprzedniejszy kryształ, kryło w swoich głębinach cudowną tajemnicę, której strzegła sama Matka Natura. Wysyłając niegdyś lodowiec w te strony, wiedziała, że stworzy duże jezioro rynnowe o bajecznych kształtach, wielu zakamarkach i nierównym pofalowanym dnie. Po wielu długich latach żmudnego żłobienia, udało jej się uzyskać zadowalający efekt i stwierdziła, że to właśnie tutaj będzie odpoczywała. I choć wtedy nie nadawano jeszcze nazw, to Matka Natura postanowiła, że osobiście dopilnuje by w przyszłości nadano mu nazwę Ciecz. Pod jej nieobecność jeziora...
Podczas czytania tej książki odnosiłam wrażenie, że wszyscy jako ludzie jesteśmy chorzy psychicznie, tylko u niektórych brak objawów. Bardzo trudno czytało mi się o czymś, co nie daje komfortu bezpiecznego dystansu, a zamiast tego zmusza go do konfrontacji z tym, co najbardziej niepokojące. Nie jest to klasyczny reportaż ani sensacyjna opowieść o zbrodni. Harding, jako praktykujący psychiatra sądowy, opowiada raczej chłodno, precyzyjnie analizuje, ale bez uprzedzeń, lecz nie bez emocji. To właśnie napięcie między profesjonalnym dystansem a ludzkim współodczuwaniem stanowi o sile tej książki. Mamy tu szereg opowieści o sprawach, które wymykają się prostym klasyfikacjom dobra i zła. Dwunastoletni chłopiec zdolny do niewyobrażalnego okrucieństwa, zamknięty w sobie nastolatek, który słyszy głosy, czy dziewczyna, która jednym aktem niszczy własny dom, jakby chciała wymazać swoją przeszłość. Każdy z tych przypadków to nie tylko historia przestępstwa, lecz przede wszystkim opowieść o pęk...