Dawno temu, w pięknych zielonych lasach gdzie teraz znajduje się pojezierze łagowskie panowała harmonia i spokój. Matka Natura zadbała o to by mieszkańcom tych ziem niczego nie brakowało. Lasy były pełne zwierzyny, grzybów i jagód, a jezioro wokół których powstała osada, obfitowało w ryby. Ludziom żyło się dobrze i dostatnio, bo z szacunkiem odnosili się do wszystkich stworzeń. Jezioro, które było czyste jak najprzedniejszy kryształ, kryło w swoich głębinach cudowną tajemnicę, której strzegła sama Matka Natura. Wysyłając niegdyś lodowiec w te strony, wiedziała, że stworzy duże jezioro rynnowe o bajecznych kształtach, wielu zakamarkach i nierównym pofalowanym dnie. Po wielu długich latach żmudnego żłobienia, udało jej się uzyskać zadowalający efekt i stwierdziła, że to właśnie tutaj będzie odpoczywała. I choć wtedy nie nadawano jeszcze nazw, to Matka Natura postanowiła, że osobiście dopilnuje by w przyszłości nadano mu nazwę Ciecz. Pod jej nieobecność jeziora...
Ta książka zapowiadała się jak klasyczny thriller, gdzieś tam pojawiał się dom pełen tajemnic, więc sztampa wisiała w powietrzu, ale szybko zrozumiałam, że autorka chce zagrać przede wszystkim atmosferą i to właśnie ona oddziałuje tutaj najbardziej. Czerwony Dom staje się osobnym bohaterem powieści, mimo tego, że rzeczy martwe nie mają takich możliwości. Pojawiają się opuszczone wnętrza, niedojedzone posiłki i ślady nagłego zniknięcia mieszkańców budujące duży niepokój. Halladin umiejętnie wykorzystuje motyw podlaskiej wsi, dość odizolowanej, cichej i naznaczonej dawnymi sekretami. Opisy skrzypiących korytarzy, nocnych kroków i niewyraźnych sylwetek skutecznie podtrzymują napięcie, nie uciekając się do tanich straszaków. Ciekawie wypada również relacja Mai i Gabrieli. Matka skupiona na pracy i racjonalnym podejściu zderza się z nastoletnią ciekawością córki, która coraz mocniej angażuje się w zagadkę zaginięcia sprzed lat. Dzięki temu powieść nie ogranicza się wyłącznie do...