Dawno temu, w pięknych zielonych lasach gdzie teraz znajduje się pojezierze łagowskie panowała harmonia i spokój. Matka Natura zadbała o to by mieszkańcom tych ziem niczego nie brakowało. Lasy były pełne zwierzyny, grzybów i jagód, a jezioro wokół których powstała osada, obfitowało w ryby. Ludziom żyło się dobrze i dostatnio, bo z szacunkiem odnosili się do wszystkich stworzeń. Jezioro, które było czyste jak najprzedniejszy kryształ, kryło w swoich głębinach cudowną tajemnicę, której strzegła sama Matka Natura. Wysyłając niegdyś lodowiec w te strony, wiedziała, że stworzy duże jezioro rynnowe o bajecznych kształtach, wielu zakamarkach i nierównym pofalowanym dnie. Po wielu długich latach żmudnego żłobienia, udało jej się uzyskać zadowalający efekt i stwierdziła, że to właśnie tutaj będzie odpoczywała. I choć wtedy nie nadawano jeszcze nazw, to Matka Natura postanowiła, że osobiście dopilnuje by w przyszłości nadano mu nazwę Ciecz. Pod jej nieobecność jeziora...
Książka, o której dziś, stała się częścią mojego czytelniczego świata już dawno temu. W zasadzie to cała seria zawładnęła moim jestestwem i do dziś się tam solidnie rozpycha z Tolkienem na spółkę. I nie przesadzę, jeśli napiszę, że uwielbiam tę monumentalną sagę George’a R.R. Martina dosłownie za wszystko. Kocham jego rozmach, tysiące stron tekstu, kolejne intrygi, polityczne gierki, ale i zdrady, i sojusze zawierane z wyrachowania. Wielbię też bohaterów, których los potrafi się zmienić się w jednej chwili. Powrót do Westeros zawsze jest fascynujący, ale teraz mogę pozwolić sobie na wybiórcze czytanie, bo doskonale znam całą serię. Więc wracam sobie do świata, który z jednej strony jest przerażająco brutalny, a z drugiej tak fascynujący, że bardzo trudno się z niego wydostać, ale to sam środek tej serii. Martin jest mistrzem tworzenia historii wielowarstwowych, a tutaj nic nie dzieje się przypadkiem. Każde słowo może mieć swoje konsekwencje, które pojawią się dopiero wiele stron p...