Dawno temu, w pięknych zielonych lasach gdzie teraz znajduje się pojezierze łagowskie panowała harmonia i spokój. Matka Natura zadbała o to by mieszkańcom tych ziem niczego nie brakowało. Lasy były pełne zwierzyny, grzybów i jagód, a jezioro wokół których powstała osada, obfitowało w ryby. Ludziom żyło się dobrze i dostatnio, bo z szacunkiem odnosili się do wszystkich stworzeń. Jezioro, które było czyste jak najprzedniejszy kryształ, kryło w swoich głębinach cudowną tajemnicę, której strzegła sama Matka Natura. Wysyłając niegdyś lodowiec w te strony, wiedziała, że stworzy duże jezioro rynnowe o bajecznych kształtach, wielu zakamarkach i nierównym pofalowanym dnie. Po wielu długich latach żmudnego żłobienia, udało jej się uzyskać zadowalający efekt i stwierdziła, że to właśnie tutaj będzie odpoczywała. I choć wtedy nie nadawano jeszcze nazw, to Matka Natura postanowiła, że osobiście dopilnuje by w przyszłości nadano mu nazwę Ciecz. Pod jej nieobecność jeziora...
Należę do tego gatunku czytelników, którzy jak już ukochają sobie jakąś serię to wszystko, co pojawi się wokół głównej opowieści, łykają jak żaba muł. Cieszę michę szeroko i mruczę z ukontentowaniem, gdy tylko autor uchyla kolejne drzwi do znanego już świata . Akcja książki toczy się niemal sto lat przed wydarzeniami znanymi z „Gry o tron”. Wtedy honor bywał potężniejszy niż ogień smoków, a Westeros z jej włodażami mniej cyniczne, jeszcze nie do końca skażone politycznym wyrachowaniem, a jednocześnie wcale nie wolne od intryg, sporów i ludzkich słabości. Głównym bohaterem jest Duncan Wysoki, zwany Dunkiem, młodym giermkiem, który po śmierci swojego pana rusza w drogę, by odnaleźć własne miejsce w świecie. Nie jest on typowym bohaterem fantastycznym, ponieważ nie ma wielkiego nazwiska, pradawnego miecza ani proroczego przeznaczenia. Ot, chłopaczysko. Ma za to kręgosłup moralny, prostolinijność i szczere przekonanie, że rycerski honor naprawdę coś znaczy. W świecie, który cora...