Ten, kto urodził się w czasach PRLu pamięta upajający zapach kubańskich pomarańczy, smak batoników w masie czekoladopodobnej i ustrój, który był jednym z gorszych, które mogły się nam jako narodowi przytrafić. A książka Piekary o tym wszystkim opowiada. To nie jest podręcznik historii, ani też publicystyczny wykład o realiach minionego ustroju, a raczej subiektywna podróż w czasie, swego rodzaju zapis wspomnień, obserwacji i refleksji autora, który z perspektywy własnych doświadczeń próbuje odtworzyć codzienność życia w PRL-u.
Piekara bardzo wyraźnie zaznacza, że nie rości sobie prawa do prawdy absolutnej. To jego spojrzenie na tamte czasy, jego dywagacje i spostrzeżenia, często podszyte ironią, nostalgią, ale i krytycznym dystansem. Dzięki temu książka nie zamienia się w laurkę ani w akt oskarżenia, a jest raczej barwną mozaiką drobiazgów, które razem składają się na obraz świata dziś już nieistniejącego. I całe szczęście!
Autor prowadzi czytelnika przez PRL-owską codzienność, pokazując ją od strony, której próżno szukać w suchych opracowaniach historycznych. Są tu wspomnienia wakacji spędzanych na łonie natury, często z dala od luksusów, za to blisko lasów, jezior i prowizorycznych kempingów. Same wyjazdy bywały wyprawami niemal ekspedycyjnymi, trzeba było przebyć kilkaset kilometrów w upale, maluchem wypchanym po dach, z dziećmi na tylnym siedzeniu i bagażami upchanymi wszędzie, gdzie tylko się dało. Te opisy, pełne detali i humoru, doskonale oddają ducha epoki, w której sama podróż była przygodą.
Dużo miejsca Piekara poświęca także zasadom panującym w domach, temu, jak wyglądało wychowanie, relacje międzypokoleniowe, codzienna dyscyplina i rytuały. Obiad o określonej godzinie, wieczorne oglądanie jednego z nielicznych programów telewizyjnych, oszczędzanie wszystkiego „na czarną godzinę”. To właśnie te elementy budują tło obyczajowe, które dla jednych będzie sentymentalnym powrotem do młodości, a dla innych odkrywaniem zupełnie obcej rzeczywistości.
Nie brakuje też drobnych, ale niezwykle sugestywnych szczegółów, takich jak picie kawy z dolewką, przedłużanie herbaty kolejnymi porcjami gorącej wody, kombinowanie, zdobywanie, „załatwianie”. Piekara pokazuje, jak niedobór towarów wpływał na mentalność ludzi, ucząc zaradności, ale też sprytu i swoistej kreatywności w obchodzeniu systemu.
Na tym jednak książka się nie kończy. Autor płynnie przechodzi od prywatnych wspomnień do szerszego kontekstu politycznego, omawia realia władzy, propagandy, strachu, ale i przyzwyczajenia do systemu, który dla wielu był jedyną znaną rzeczywistością. Pojawiają się również refleksje dotyczące stosunków międzynarodowych, miejsca Polski w bloku wschodnim, postrzegania Zachodu jako świata lepszego, kolorowego i niemal mitycznego.
„Świat Zaginiony” to książka, w której wszystkiego jest po trosze, trochę prywatnej historii, trochę obyczaju, trochę polityki i sporo osobistych komentarzy autora. Dzięki temu czyta się ją jak opowieść snutą przy stole, przez kogoś, kto pamięta tamte czasy i chce je opisać bez patosu, ale też bez uproszczeń.
To lektura dla tych, którzy PRL pamiętają i chcą skonfrontować własne wspomnienia z cudzymi, ale także dla młodszych czytelników, którzy znają ten okres jedynie z opowieści i szkolnych podręczników. Piekara nie tyle tłumaczy PRL, co zaprasza do świata, który zniknął, ale którego echo wciąż pobrzmiewa w mentalności, języku i codziennych nawykach wielu Polaków.
Komentarze
Prześlij komentarz