Przeczytałam gdzieś, że Toń jest najsłabszą powieścią Marty Kisiel i, że lepiej zastąpić tę propozycję czymś innym i nie zawracać sobie nią głowy. Cóż, większej bzdury nie słyszałam, ale jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził. Wzięłam więc na tapet powieść żeby zbadać ten zarzut i przepadłam na dwa wieczory, choć kot próbował mi to uniemożliwić... Kiślowe universum rozrasta się coraz piękniej, ku uciesze czytelników, ale, że do premiery Oczu urocznych jeszcze cztery miesiące, dziś opowiem o tym, że nic nie jest oczywiste i w nawet najlepszej rodzinie wydarzyć się mogą rzeczy, o których nikt by nawet nie śnił. A poza tym to miał być taki kryminał. Najprawdziwszy z prawdziwych. Mięsisty i zadziwiający. I był. Najprawdziwszy, trzymający w napięciu komedio ‒ thrillel w klimacie fantasy. Akcja rozpoczyna się powrotem bratanicy marnotrawnej do rodzinnego domu. Dżusi Stern, kolorowy ptak i sól w oku ciotki Klary oraz nieodpowiedzialna siostra w jednym, wraca...