Moje przyciąganie do kryminałów ma w sobie coś z uzależnienia. Zaczęło się rzecz jasna niewinnie, od klasyki, a potem było już tylko mroczniej, bardziej bezkompromisowo i współcześnie. Dziś szukam historii, które nie tyle prowadzą czytelnika za rękę, co raczej wciągają go w bagno niedopowiedzeń. I właśnie tam, po kolana w niepewności, zaczyna się najnowsza powieść autorstwa Grzegorza Mirosława. Już punkt wyjścia jest dość duszy, bowiem mężczyzna budzi się w lesie, zakrwawiony, bez pamięci, bez rodziny. To motyw znany, ale tutaj zostaje rozpisany wyjątkowo niepokojąco. Autor prowadzi narrację tak, jakby sam nie do końca chciał zdradzić prawdę albo jakby prawda była czymś, czego lepiej nie dotykać. Wielowątkowość nie jest tu ozdobą, lecz narzędziem dezorientacji, a poszlaki rozchodzą się w różnych kierunkach, często prowadząc donikąd, a czytelnik chcąc nie chcąc zaczyna kwestionować własne wnioski. To gra wymagająca skupienia, ale i pewnej pokory wobec tekstu. Naj...