Trzydziestego pierwszego grudnia, ostatniego dnia roku osiemdziesiątego dziewiątego, wśród stęków i mąk piekielnych, przyszedł na świat długo wyczekiwany dziedzic państwa Jadwigi i Romana Wieczorków ‒ Wiesław. Obwieścił swoje przybycie donośnym wrzaskiem, a uspokoił się dopiero wtedy, kiedy wylądował w maminych ramionach, a w ustach poczuł upragniony smak mleka. Matka zakochała się w nim w jednej sekundzie. Pokochała rude włosy, które uroczo zawijały się w niesforne loki, dotykała alabastrowej skóry i spoglądała w wąskie oczy, które otwierały się szeroko gdy zbyt długo zwlekała z karmieniem. Chłopczyk był jej oczkiem w głowie, a ojciec postanowił, że dzieciakowi nieba uchyli, wszak Junior musiał mieć wszystkiego pod dostatkiem. Zwykli więc wieczorami rozczulać się nad uroczym bobaskiem i świergolić nad łóżeczkiem: ‒ Nasz kochany Wiesiunio-niunio. Mamusia z tatusiem dadzą ci wszystko czego pragniesz. Niczego nie zabraknie naszemu maluszkowi, będziesz szczęśliwy, dumny i daleko zaj...