Bywa, że książka sama chce zostać przeczytana. A to spadnie przez przypadek z regała, a to błyśnie szanownym grzbietem, a kiedy indziej zachwyci tytułem. I wtedy nie ma zmiłuj, czytelniku. Trzeba tę knigę wziąć w garść i zapoznać się z jej treścią. W przypadku tej książki padło na tytuł. Nieco długi, złożony i zastanawiający, ciekawy. No i pierwsze strony, wprowadzające czytelnika w ten wyimaginowany świat, dają jasny przekaz, że nie będzie to zwykła historyjka, rozciągnięta do niemożebnych granic. Że stworzenie tej książki miało dla autora jakiś cel. Może miało być swego rodzaju oczyszczeniem, może wyrzuceniem nagromadzonych myśli? A może doszukuję się tutaj czegoś, czego nie ma? Początek tej historii to podróż tajemniczego wędrowca, swego rodzaju pielgrzyma, który na swojej drodze spotyka dobrych, bezinteresownych ludzi. I mimo świetnych relacji, brnie do celu niczym tolkienowski Gandalf i usiłuje rozwiązać zagadkę. A po tym krótkim wstępie, następuje powolne ...