Tak się zastanawiałam, czy ta ksiażka mnie wymęczy czy pochłonę ją w trymiga i szybko doszłam do wniosku, ze nie włożę tej książki do żadnej szufladki, bo są to „Baciary z piekła rodem” – książka, którą czytałam z wytrzeszczem oczu, co chwilę sprawdzając okładkę, żeby upewnić się, że autor naprawdę dostał pozwolenie na publikację tego, co właśnie napisał. Ziemowit Szczerek wziął był kilo historii, garść geografii, szczyptę polityki, trochę narodowych mitów, zdrowy rozsądek i kilka przypadkowych gołębi ze Lwowa i łupnął tym do wielkiego sagana, korzystając z przepisu z własnej wyobraźni, który mógłby się nazywać „katastrofa humanitarna”, a następnie podał czytelnikowi koktajl z parasolką i ostrzeżeniem od sanepidu. Akcja tego szaleństwa dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Polska wygrała wojny, ale przegrała kontakt z rzeczywistością. Lwów jest Nowym Rzymem Europy, Warszawą gardzi się tak bardzo, że prawdopodobnie nawet GPS odmawia wyznaczania tam trasy, a po ulicach kr...