„Wichrowe Wzgórza” to jedna z moich ulubionych powieści, wracam do niej regularnie, mam ją w kilku egzemplarzach i z każdego potrafię wydłubać coś pięknego, coś, co rezonuje inaczej w zależności od chwili. Przekład Jerzego Łozińskiego okazał się dla mnie prawdziwym odkryciem, ponieważ tekst zdaje się tu pełniejszy, bardziej literacki i płynny, co sprawia, że ta ponadczasowa opowieść o miłości odsłania się na nowo, zaskakuje świeżością i głębią.
Powieść Emily Brontë, osadzona na surowych, wietrznych wrzosowiskach, od lat fascynuje czytelników swoją intensywnością emocjonalną i mrocznym klimatem. Historia Catherine Earnshaw i Heathcliffa to i romans, i dramat namiętności, obsesji i destrukcji, który wykracza poza ramy klasycznej powieści obyczajowej. W przekładzie Łozińskiego ta emocjonalna skrajność zostaje oddana z niezwykłą precyzją, a język nie łagodzi brutalności uczuć, lecz pozwala im wybrzmieć w pełni.
To, co szczególnie uderza w tej wersji, to rytm narracji. Zdania płyną naturalnie, dialogi nabierają większej wiarygodności, a opisy zyskują poetycki wymiar, nie tracąc przy tym swojej surowości. Łoziński unika archaizacji, która w niektórych starszych przekładach potrafi tworzyć dystans między tekstem a współczesnym czytelnikiem. Zamiast tego proponuje język żywy, a jednocześnie wierny duchowi epoki.
Dzięki temu bohaterowie wydają się bliżsi, bardziej ludzcy, a ich namiętności nie są już tylko literacką konstrukcją, ale czymś niemal namacalnym. Heathcliff w tej interpretacji jest jeszcze bardziej niepokojący, a Catherine jeszcze bardziej rozdarta między pragnieniem a konwenansem. Nawet postaci drugoplanowe zyskują wyrazistość, jakby zostały wydobyte z cienia przez bardziej precyzyjne słowo.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że przekład ten przywraca pewną równowagę między dosłownością a interpretacją. Łoziński zdaje się ufać czytelnikowi, ponieważ nie narzuca tonu, nie upraszcza, lecz pozwala tekstowi oddziaływać w jego pierwotnej złożoności. To podejście sprawia, że lektura staje się doświadczeniem bardziej wymagającym, ale też znacznie bardziej satysfakcjonującym.
„Wichrowe Wzgórza” w tym wydaniu to dowód na to, że klasyka nigdy nie jest zamknięta, że może być wciąż na nowo odczytywana i przeżywana. Przekład Jerzego Łozińskiego nie tyle odświeża powieść Brontë, co pozwala jej przemówić głosem, który brzmi zadziwiająco współcześnie. Dla tych, którzy znają tę historię na pamięć, będzie to spotkanie z czymś znajomym, a jednak odmienionym. Dla nowych czytelników, być może najlepsze możliwe wejście w świat jednej z najbardziej niezwykłych powieści XIX wieku.
Komentarze
Prześlij komentarz