Ta książka zapowiadała się jak klasyczny thriller, gdzieś tam pojawiał się dom pełen tajemnic, więc sztampa wisiała w powietrzu, ale szybko zrozumiałam, że autorka chce zagrać przede wszystkim atmosferą i to właśnie ona oddziałuje tutaj najbardziej. Czerwony Dom staje się osobnym bohaterem powieści, mimo tego, że rzeczy martwe nie mają takich możliwości. Pojawiają się opuszczone wnętrza, niedojedzone posiłki i ślady nagłego zniknięcia mieszkańców budujące duży niepokój.
Halladin umiejętnie wykorzystuje motyw podlaskiej wsi, dość odizolowanej, cichej i naznaczonej dawnymi sekretami. Opisy skrzypiących korytarzy, nocnych kroków i niewyraźnych sylwetek skutecznie podtrzymują napięcie, nie uciekając się do tanich straszaków.
Ciekawie wypada również relacja Mai i Gabrieli. Matka skupiona na pracy i racjonalnym podejściu zderza się z nastoletnią ciekawością córki, która coraz mocniej angażuje się w zagadkę zaginięcia sprzed lat. Dzięki temu powieść nie ogranicza się wyłącznie do wątku grozy, ale pojawia się też temat rodzinnych napięć, samotności i potrzeby poznania prawdy.
Fabuła rozwija się spokojnie, momentami wręcz smętnie, ale działa to na korzyść historii, ponieważ autorka stopniowo odsłania kolejne elementy tajemnicy, podsycając poczucie niepewności. Czytelnik długo nie wie, czy źródłem dziwnych zdarzeń są nadprzyrodzone siły, czy raczej sekrety ukrywane przez ludzi.
„Mrokowisko” to propozycja dla osób, które lubią mroczne, klimatyczne historie bardziej niż dynamiczne thrillery pełne zwrotów akcji. Jeśli ktoś szuka dusznej atmosfery, tajemnicy starego domu i opowieści, która zostawia po sobie lekki niepokój jeszcze długo po zakończeniu lektury, książka Julii Halladin może okazać się bardzo udanym wyborem.
Komentarze
Prześlij komentarz