Wspominałam, ze lubię romanse? Chyba nie raz. Uwielbiam się przy nich relaksować, a jak do tego dochodzi jeszcze odrobina humoru, wtedy wiem, ze relaks bedzie absolutnie wyborny.
Po lekturze pierwszej książki Lily która była dość udana, miałam nadzieję na powtórkę. Źle nie było, ale...
Rzecz ma się podobnie, co ostatnio. W jednym budynku mieszka trzech zaradnych życiowo facetów i jedna dziewczyna. Pewnego dnia, chłopcy otrzymują informację, ze na portierni jakaś kobieta zostawiła im dziecko i informację, że go nie chce. I tu wchodzi cała na biało główna bohaterka, która to jest nianią zawodową. Rzecz jasna pada na nią cały proces przygotowania mężczyzn do tacierzyństwa i namówienia ich do testu na ojcostwo. I jak wiadomo, koniec końców wszyscy wylądują w łóżku.
Fajnie czytało sie tę opowiastkę, lekka była i przyjemna. Wprawdzie autorka starała się przemycić ważne informacje, np. o tym jak czuje sie porzucone i niechciane dziecko, o problemach związanych z bezpłodnością czy niezrozumienie rodzicielskim. Jednak nie napisała o nich rzetelnie i nie przyjrzała sie dogłębnie, zaznaczyła je jedynie, skupiając się bardziej na związku poliamorycznym, który rozwija się tu dość intensywnie.
To, co mnie ubawiło, to czasem kuriozalne dialogi i ekwilibrystyczne wygibasy łóżkowe rodem z kamasutry oraz wieczna huć i bezzbrzeżne zauroczenie, która dość szybko staje się miłością.
Tę dwa wieczory, które spędziłam z bohaterami tej powieści to nie był stracony czas. Ot, fajny romans dla tych, którym nie przeszkadza kilka osób w jednym łóżku.
Komentarze
Prześlij komentarz