Przejdź do głównej zawartości

Carisa Broadbent – Upadły i pocałunek mroku

 Kiedy czytelnik przywiąże się do kilku autorów, to bardzo trudno sięgnąć po inną pozycję z gatunku, który darzy czystą miłością. Ale jak już się odważy i zacznie czytać to porównuje i porównuje, a to nie tędy droga. Trzeba dać powieści szansę i starać się wyrzucić z głowy wcześniej przeczytane książki, po to by móc obiektywnie spojrzeć na opowieść. Tak właśnie było w przypadku dylogii Królestwa Nyaxii. I choć powieść, o której chcę opowiedzieć to kolejna dylogia, to wydaje mi się wartościowsza, ciekawsza I po prostu zmyślniejsza.

To właśnie tutaj znana czytelnikom Mishe, rozpoczyna swoją przygodę, która ani nie jest cukierkowa, ani banalna.



To świetna, złożona i przemyślana historia, od której trudno się oderwać. I choć czytelnicy lubujący się w high fantasy będą w stanie przewidzieć pewne rzeczy, to fakt ten, nie zmniejsza przyjemności z czytania.

Żeby zrozumieć pewne zależności, trzeba się w tę opowieść odpowiednio wgryźć, wszak krwiożercze stwory z długimi kłami tego wymagają, prawda? Później, sytuacja robi się bardzo klarowna i przez opowieść płynie się wartko i bez zbędnych przeszkód.

Na uwagę zasługują postaci. Niektóre bezwzględne i okrutne, inne na wskroś dobre i uczynne, a jeszcze inne podle sprytne i interesowne. Wszystko to, doprawione sowicie fajnymi dialogami, gotuje się mocno w wielkim garze i tworzy potrawę, która z łyżki na łyżkę ma intensywniejszy smak.

Trzeba też wspomnieć o romansie, który wcale nie gra tu drugich skrzypiec. Nie. On jest zauważalny, solidnie zaakcentowany i rozpisany tak pysznie, że trudno przestać czytać. Chemia łącząca dwoje głównych bohaterów jest niemal namacalna, a uczucie, które między nimi wybucha wcale nie jest oczywiste i nie dokładnie wiadomo czy to pożądanie, czy może silniejszy afekt. Do tego mnóstwo politycznych niuansów, kilka scen krwawych walk, solidna porcja informacji o tym w co wierzą bohaterowie i mamy świetne guilty pleasure, które pochłonie niczego nieświadomą czytelniczkę na kilka godzin.

Ogromna przyjemność sprawiła mi ta lektura, a oczekiwanie na drugi tom to będzie najprawdziwsza tortura! Czytajcie!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Michael Lewis – Big short

Nie trzeba być ekonomistą, żeby zrozumieć wielką katastrofę finansową, wystarczy umieć tylko odpowiednio szybko spojrzeć na dane. Książka Lewisa opowiada o kryzysie finansowym z 2008 roku, ale opisuje moment, w którym absurd przestał być absurdem, bo wystarczająco wiele osób zaczęło traktować go jako normę. A wszystko zaczęło się od kredytów hipotecznych. Kredyty zostały nazwane jako skomplikowane instrumenty finansowe, te zyskały kolejne warstwy, a ryzyko zaczęło wędrować od jednego uczestnika rynku do drugiego. Im bardziej skomplikowany stawał się mechanizm, tym łatwiej było przestać zadawać podstawowe pytanie, co właściwie znajduje się w środku. Autor opisał więc ludzi, wśród których znajdują się ekscentrycy, outsiderzy obsesyjnie przywiązani do liczb, często nieprzystosowani do finansowego establishmentu. Ludzie, którzy zamiast zachwycać się rosnącymi wykresami, zaczęli czytać drobny druk i sprawdzać dane. I zobaczyli coś, czego inni zobaczyć nie chcieli. To najbardziej fascynujący...

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...