Czasami autor lub autorka próbują sprzedać czytelnikowi mrok, tajemnice i wielkie emocje, a w rzeczywistości oferują jedynie kolejną historię opartą na dobrze znanych schematach. Bo niestety piękne wydanie i obietnica niebezpiecznego romansu skrywają opowieść, która bardziej irytuje, niż angażuje.
Historia skupia się na bohaterce, która budzi się w sytuacji, której nie rozumie. Ma poślubić Olivera, przystojnego, wpływowego mężczyznę, który twierdzi, że są w sobie zakochani. Problem polega na tym, że ona niczego nie pamięta, a każdy jego gest i każde słowo sugerują, że za tą historią kryje się coś znacznie mroczniejszego. Oliver trzyma wszystkie karty w ręku, manipuluje rzeczywistością i dba o to, by prawda nie ujrzała światła dziennego.
Brzmi intrygująco, ale tylko na papierze, w praktyce bowiem, dostajemy relację opartą głównie na manipulacji, niedomówieniach i ciągłym przeciąganiu fabuły. Zamiast napięcia pojawia się znużenie, bo autorki wielokrotnie wykorzystują ten sam mechanizm, czyli: bohaterka czegoś nie wie, Oliver nie chce jej powiedzieć, więc czytelnik przez kolejne rozdziały kręci się w kółko razem z nimi. Jak chomik w kołowrotku.
Oliver natomiast, miał być niebezpiecznym bohaterem, a wyszedł przede wszystkim arogancki manipulator, którego trudno polubić, zrozumieć czy choćby uznać za fascynującego. W dark romance cienka granica oddziela bohatera mrocznego od zwyczajnie toksycznego. Tutaj niestety ta granica została wielokrotnie przekroczona. Trudno dostrzec romantyzm w relacji, której fundamentem są kontrola, kłamstwa i emocjonalne uzależnianie drugiej osoby.
Nie pomaga również fakt, że bohaterowie zachowują się momentami jak rozkapryszone dzieci zamknięte w ciałach dorosłych ludzi. Ich decyzje często wydają się pozbawione logiki, a konflikty sprawiają wrażenie sztucznie podtrzymywanych tylko po to, by fabuła mogła toczyć się dalej. W efekcie zamiast przeżywać ich historię, coraz częściej miałam ochotę przewrócić oczami i przejść do kolejnego rozdziału.
Najbardziej rozczarowuje jednak sposób, w jaki autorki próbują przedstawiać toksyczne zachowania jako oznakę wielkiego uczucia. Oczywiście dark romance rządzi się swoimi prawami, ale nawet ten gatunek potrzebuje dobrze napisanych bohaterów i wiarygodnych emocji. Tutaj otrzymujemy przede wszystkim kolejne tajemnice, manipulacje i sceny mające przekonać czytelnika, że wszystko można wybaczyć, jeśli w grę wchodzi odpowiednio atrakcyjny mężczyzna.
My Dark Prince miał być mroczną i elektryzującą historią o miłości rodzącej się w cieniu sekretów. Dla mnie okazał się przede wszystkim opowieścią o toksycznej relacji, która została ubrana w romantyczne szaty. A to zdecydowanie za mało, bym mogła uznać tę książkę za udaną.
Komentarze
Prześlij komentarz