Nadszedł ten czas, kiedy będziemy mogli odetchnąć i poleniuchować. Zatem jako najwięksi Janusze urlopu i cebulaki w jednym - rozpoczęliśmy przygotowania. Znaczy ja zaczęłam, bo chłopaki raczej mają to gdzieś. Młody przygotował wędkę, Małż kilka par skarpet, spodnie i buty, a ja... ? A ja ślęczałam przed tą cholerną szafą i medytowałam do wszystkich ciuchowych i pogodowych świętości, żeby mi powiedzieli co mam spakować. Wywaliłam więc zawartość mojej szafy na podłogę i zanim rozpoczęłam pakowanie, wypiłam trzy kawy, zjadłam śniadanie i próbowałam wymusić na Małżu powieszenie nowej półki na książki. Niestety, walizka sama nijak zapakować się nie chciała, więc chcąc nie chcąc z wielkim ociąganiem zaczęłam przeglądać ubrania. Stroić się nie zamierzałam, bo łazić po skałach w sukience i szpilkach to chyba nie za bardzo. Padło więc na parę dżinsów, krótkie spodenki, szorty, legginsy, koszulę flanelową i kilka topów. Popatrzyłam na stos ubrań i przypomniało mi się, że ...