Przejdź do głównej zawartości

Grady Hendrix – Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt

Lato 1970 roku pulsuje dusznością, seksem, wstydem i władzą, wszystkimi tymi rzeczami, które w Ameryce tamtej dekady mieszają się ze sobą w tyglu przemian. Powieść, o której chcę opowiedzieć osadzono w tamtych czasach, a autor wchodzi w ten świat z impetem, ale też z pewną przekorą, pokazując, że to co najstraszniejsze, nie zawsze ma pazury i rogi. Czasem ma klucz do gabinetu dyrektora i niepodważalny autorytet.



Główna bohaterka, piętnastoletnia Neva, trafia do Wellwood House, ośrodka dla „upadłych” dziewcząt. To miejsce, które w założeniu ma ratować ludzkie życia, a w rzeczywistości izoluje, karze i ucisza.  Atmosfera klaustrofobii jest tu tak ciężka i duszna, że młode dziewczyny, którym postawiono zadanie: urodzić i zapomnieć, tworzą z rozpaczy i niemocy nieformalną, tajemniczą wspólnotę, skupioną wokół starej księgi czarów.

I tu zaczyna się osobliwość tej powieści, bo ta powieść jest przedziwnym literackim tworem: chwilami olśniewającym i boleśnie mocnym, a chwilami błąkającym się po obszarach banału.

Hendrix od lat znany jest z umiejętności osadzania grozy w rzeczywistości społecznej, zastosował to także tutaj, ale straszy nie tyle magią, co systemem. Najbardziej przejmujące sceny to te, w których dziewczęta konfrontują się z przemocą instytucjonalną, z chłodem dorosłych, z bezradnością wobec własnego losu. Autor potrafi uderzyć w emocje z chirurgiczną precyzją i oddać ich bunt i desperację bez zbędnych ozdobników. W takich momentach książka lśni siłą i literackim kunsztem.

Świetnie wypada też sposób pokazania rodzącej się między dziewczętami solidarności, pełnej intuicji, czułości, gniewu i nieokiełznanej energii. Wątek księgi czarownic, choć fantastyczny, działa tu jak metafora. Magia to przestrzeń wolności, której młodym bohaterkom odmówiono w świecie realnym. Hendrix zaskakuje, prowadząc w kierunku feminizmu, który zyskuje swoją najbardziej pierwotną, intuicyjną formę w postaci kręgu kobiet połączonych szeptem, dotykiem i tajemnicą.

A jednak, w tej samej powieści znaleźć można fragmenty, które potrafią wybić z rytmu. Niektóre dialogi brzmią jak wyjęte z młodzieżowej powieści obyczajowej, a elementy magiczne czasem przechodzą w niezamierzoną karykaturę. Są zbyt lekkie, zbyt migotliwe, zbyt komiksowe, by harmonizowały z mrokiem głównego wątku. Bywa, że całość ociera się o naiwność, tak jakby autor chwilami nie mógł się zdecydować, czy pisze poważny społeczny dramat, czy rozrywkową opowieść o czarach.

Kontrast między brutalną rzeczywistością ośrodka a niekiedy zbyt prostolinijną „magią dziewcząt” może sprawić, że czytelnik poczuje się zdezorientowany. Te wahania tonu są interesujące, ale też męczące, ponieważ po scenach silnych emocjonalnie przychodzą momenty, które wydają się zaskakująco lekkie, aż do granicy banalności.

Ostatecznie, jest to książka pełna sprzeczności i być może właśnie to stanowi o jej uroku. Hendrix stworzył powieść, która momentami zachwyca literackim rozmachem, a chwilami wpada w fabularne uproszczenia, bo jest w niej wszystko, i gniew, i strach, i moc, i naiwność i magia, która nie zawsze działa tak, jak autor by chciał.

Jedno trzeba powiedzieć jasno, jest to opowieść, która nie pozostawia obojętnym, zbyt dziwna, by ją zignorować, zbyt nierówna, by nazwać arcydziełem i zbyt intensywna, by o niej nie dyskutować. I może właśnie o to chodziło? W końcu prawdziwa moc rodzi się z chaosu.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Nalewki

O tym, że po kieliszeczku nalewki ciepło rozlewa się leniwie po organizmie i przyjemnie mrowi w palcach, wie każdy. O jej działaniu napotnym i terapeutycznym również. Ale, że drugiego dnia, po przekroczeniu limitu łeb waży tyle co czterdziestotonowa ciężarówka, to nie piszą nigdzie.  Łyczek rozgrzewającego trunku dla kurażu, kropelka nalewki do herbaty - potrafią zdziałać cuda. Już w przeszłości poważane matrony raczyły się słodkim cherry, zagryzając maślanymi ciasteczkami. Taką mieszankę zdecydowanie odradzam, ze względu na niekompatybilność wyżej wymienionych składników, których spożycie w nadmiarze może wywołać sensacje dwudziestego wieku w jelitach. No, chyba, że lubicie obcowanie z porcelanowym ludkiem, wtedy oczywiście, bardzo proszę, ale ja ostrzegałam. Na półkach sklepowych znajdziecie milion różnych smaków, ale domowe nalewki nie mają nic wspólnego z tymi komercyjnymi. Prawdziwa, zdrowotna nalewka śmierdzi, rozgrzewa i pali gardło jak garść chili, ale staw...