Od zawsze miałam słabość do historii niebanalnych, na tyle oryginalnych, by wprowadzić mnie w stan zachwytu. Lubię więc gdy sacrum i codzienność splatają się w jedno i tworzą spójny obraz. Szczególnie bliska jest mi więc szeroko pojęta słowiańszczyzna z całym dobrodziejstwem inwentarza, jej gęstymi borami, szelestem drzew, tajemniczymi bogami, duchami i demonami. I oto pokłoniłam się nad Szczodrym wieczorem, by Wam o nim opowiedzieć.
Jedną z bohaterek tej historii jest Nawoja, młoda matka, której dziecko zostało porwane przez tajemniczą dziewczynkę działającą na rozkaz Dziwożon. Zrozpaczona kobieta, wspierana przez mądrą Jagę, rusza w pełną niebezpieczeństw podróż, by odzyskać syna. W tym samym czasie Jaruga, pogrążona w bólu po śmierci córki, staje u bram Wyraju, błagając Welesa o ostatnie spotkanie z ukochaną Dobrusią. A Miłorad, młody, porywczy chłopak, przekonuje się, że igranie z siłami nie z tego świata może przynieść więcej bólu niż pożytku.
Powstał więc tu świat iście słowiański, nakreślony z niezwykłym pietyzmem. Magia jest tu częścią natury, a bogowie nie są odległymi istotami z legend, lecz uczestnikami ludzkiego losu. Widnieją tu dawne obrzędy, wiara w wielobóstwo, ale też emocje uniwersalne po dziś, czyli tęsknota, miłość, rozpacz i nadzieja. Rzeczywistość przenika się tu z mitem, a każdy gest ma swoje znaczenie. Akcja powieści rozgrywa się podczas Szczodrych Godów, czyli słowiańskiego święta światła, odrodzenia i nadziei w najdłuższą noc w roku, gdy granica między światem żywych a zmarłych staje się cienka i splatają się losy ludzi i bogów.
„Szczodry wieczór” to książka o granicach między światem żywych a umarłych, między nadzieją a rozpaczą, między winą a przebaczeniem. To także opowieść o kobiecej sile, o miłości, która nie zna granic, i o odwiecznym cyklu odrodzenia.
Choć powieść należy do cyklu o Leszygrodzie, można ją czytać niezależnie od wcześniejszych tomów. To piękna, pełna emocji historia, na wskroś słowiańska, bardzo uzależniająca.

Komentarze
Prześlij komentarz