Przejdź do głównej zawartości

Julie Johnson - Tkająca wiatr

 Mam swoje ulubione książki w niemal każdej dziedzinie literatury. W romantasy także. Trudno jest mi więc trafić w powieść, która tak mnie pochłonie, że będzie nieodkładalna. Zdarzają się z rzadka wyjątki i ten do nich należy. I choć "Tkająca wiatr" nie jest pozbawiona wad, to jednak ma w sobie coś, co powoduje, że jak się zacznie czytać to przerwać trudno.



Rzecz ma się o półelfce Rhyi, która zostaje wyratowana z rąk bezwzględnych żołnierzy. Ale jej wybawiciel wcale nie jest lepszy od poprzednich oprawców i w dodatku coś przed nią ukrywa. Ich podróż do miejsca docelowego jest pełna niebezpieczeństw, ale wątła nić wzajemnej fascynacji robi się coraz silniejsza wbrew wszystkiemu.

Wiadomym jest, że nie da się wymyślić koła na nowo. Są więc w tej historii rzeczy dobrze już znane. Bo i pojawiają się elfy i półelfy, moce w postaci ognia, wody i ziemi, ale też podział krain na dwory i nie mniej zaciętych władców jak u Maas. Mimo tego, udało się autorce wnieść nieco świeżości w tę opowieść, tworząc bohaterkę, która od początku jest słaba, niepewna i zahukana, a to, co ją ratuje to jedynie niewyparzony język. I właśnie jej przemiana w pewną siebie kobietę jest najlepszą rzeczą, którą tu można zaobserwować.

Jeśli zaś chodzi o uczucia, to rzecz jasna iskrzy tu solidnie, choć wydaje się, że jednak za mało. Stawiam tu jednak na celowy zabieg autorki, ponieważ człowiek, w którym to zakochała się bohaterka nie pasuje do kanonów znanych wszystkim lubującym się w tego rodzaju literaturze. Trzeba więc czekać na rozwój sytuacji i właściwy wybór szanownej Rhyu.

Trudno się przyczepić też do świata wykreowanego przez Johnson. Wszystko się tu bowiem zgadza. I przepowiednia, i wyniszczająca niemagiczna zaraza, ale też antagonista, który może przerażać. Świetne postaci oddziału żołnierzy, którzy są przyjaciółmi, sieć intryg i półprawd pojawiających się gdzieniegdzie. wszystko to sprawia, że człowiek gubi się podczas czytania i jest postawiony w tej samej pozycji co główna bohaterka.

Mnie się ta powieść podoba, choć czasem bywało nudno i przewidywalnie, ale przecież nie można wszystkiego traktować jednoznacznie i porównywać w nieskończoność.

Polecam, choć mrowi ciało na samą myśl, że na drugi tom trzeba będzie poczekać.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Nalewki

O tym, że po kieliszeczku nalewki ciepło rozlewa się leniwie po organizmie i przyjemnie mrowi w palcach, wie każdy. O jej działaniu napotnym i terapeutycznym również. Ale, że drugiego dnia, po przekroczeniu limitu łeb waży tyle co czterdziestotonowa ciężarówka, to nie piszą nigdzie.  Łyczek rozgrzewającego trunku dla kurażu, kropelka nalewki do herbaty - potrafią zdziałać cuda. Już w przeszłości poważane matrony raczyły się słodkim cherry, zagryzając maślanymi ciasteczkami. Taką mieszankę zdecydowanie odradzam, ze względu na niekompatybilność wyżej wymienionych składników, których spożycie w nadmiarze może wywołać sensacje dwudziestego wieku w jelitach. No, chyba, że lubicie obcowanie z porcelanowym ludkiem, wtedy oczywiście, bardzo proszę, ale ja ostrzegałam. Na półkach sklepowych znajdziecie milion różnych smaków, ale domowe nalewki nie mają nic wspólnego z tymi komercyjnymi. Prawdziwa, zdrowotna nalewka śmierdzi, rozgrzewa i pali gardło jak garść chili, ale staw...