Przejdź do głównej zawartości

Elle Kennedy — Zasada Dixon

 Dobry romans nie jest zły! I mówię to z pełnym przekonaniem. Lubię się w nim unurzać jak w najpyszniejszym deserze, z pełną świadomością, że to guilty pleasure, ale tak soczyste i przyjemne, że trudno odmówić sobie dokładki. Dziś właśnie o takiej fajnej powieści, mało słodkiej, ale za to zaskakująco urzekającej.



Elle Kennedy to gwarancja dobrej zabawy, przekonałam się już o tym wielokrotnie i bez wahania mogę polecić jej powieści. Autorka od lat dostarcza czytelnikom romansów, które nie tylko przyspieszają tętno, ale też potrafią rozbawić do łez. W najnowszej historii odkrywa prawdziwy wachlarz emocji, począwszy od pyskówek i ciętych ripost, przez drobne złośliwości, po intensywną, iskrzącą chemię między bohaterami. A wszystko to osadzone w klimacie typowego studenckiego życia, pełnego ambicji, presji, ale też momentów, które pamięta się długo po zakończeniu nauki.

Opowieść toczy się wokół Diany Dixon, dziewczyny, której lato zdecydowanie nie zapowiada się na leniwe. Treningi przed turniejem tanecznym, dwa etaty i były chłopak, który uparcie udaje, że ich związek może trwać nadal, brzmi jak plan dnia, który wypełniłby cały kalendarz. A jednak Diana zawsze znajduje chwilę, żeby posłać do diabła nowego sąsiada, a trzeba przyznać, że Shane naprawdę potrafi zajść za skórę. On z kolei dopiero wprowadził się do bloku i najwyraźniej zamierza przeprowadzić ekspresowy kurs integracji z drużyną cheerleaderek, której Diana jest kapitanką. Jest wysoki, przystojny, gra w hokeja, ale dla Diany to ktoś, kto wkracza na jej teren, i to w zdecydowanie zbyt pewnym siebie stylu. Dlatego też ustala zasady. Po pierwsze: żadnych imprez. Po drugie: zero flirtu z jej koleżankami. Po trzecie, najważniejsze: trzymać się z daleka od niej. Ale jak to bywa w romansach  zasady są po to, by je łamać. Zwłaszcza gdy Shane ma już dość bycia w trybie rozstaniowej terapii po zakończeniu długoletniego związku, a na horyzoncie znów pojawia się jego była. Potrzeba więc planu. A jaki plan jest lepszy niż udawanie, że ma się nową dziewczynę? I kto będzie do tej roli bardziej odpowiedni niż zadziorna, bezkompromisowa sąsiadka?

Bardzo wyraźnie czuć, jak między bohaterami powoli buduje się relacja, ale nie poprzez dramatyczne zwroty akcji, ale drobne gesty, rozmowy i chwile spędzone razem. To właśnie w tych codziennych momentach kiełkuje zaufanie, ta delikatna nić porozumienia, która z czasem zamienia się w coś znacznie silniejszego. Kennedy świetnie oddaje tę radość płynącą z bycia w towarzystwie kogoś, przy kim można po prostu odetchnąć, pozwolić sobie na śmiech, na szczerość, na bycie sobą.

Warto też zauważyć, że autorka nie ucieka przed trudniejszymi tematami. Z wyczuciem, ale i stanowczością pokazuje, że zazdrość, złość czy nieleczona choroba psychiczna mogą przeobrazić się w coś naprawdę niebezpiecznego, zarówno dla tej osoby, jak i jej otoczenia. Kennedy nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości: nie ma miejsca na przemoc fizyczną, niezależnie od tego, z jakich emocji się rodzi. Każdy taki incydent wymaga reakcji, przerwania milczenia, zgłoszenia, ponieważ granice są tu jasne i nienegocjowalne.

Książka jest pełna humoru i chemii, ale jednocześnie ma w sobie ważne przesłanie, że zdrowe relacje opierają się na wzajemnym szacunku, bezpieczeństwie i trosce, a nie na kontroli czy strachu. Dzięki temu powieść nie tylko bawi, ale też porusza.

„Zasada Dixon” to romans, który bawi, wciąga, ale i dostarcza emocji, które trudno strzepnąć z ramienia po odłożeniu książki. Idealny dla tych, którzy kochają iskrzące relacje, szybkie dialogi i bohaterów, którym nie sposób odmówić uroku, nawet jeśli bardzo by się chciało. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Nalewki

O tym, że po kieliszeczku nalewki ciepło rozlewa się leniwie po organizmie i przyjemnie mrowi w palcach, wie każdy. O jej działaniu napotnym i terapeutycznym również. Ale, że drugiego dnia, po przekroczeniu limitu łeb waży tyle co czterdziestotonowa ciężarówka, to nie piszą nigdzie.  Łyczek rozgrzewającego trunku dla kurażu, kropelka nalewki do herbaty - potrafią zdziałać cuda. Już w przeszłości poważane matrony raczyły się słodkim cherry, zagryzając maślanymi ciasteczkami. Taką mieszankę zdecydowanie odradzam, ze względu na niekompatybilność wyżej wymienionych składników, których spożycie w nadmiarze może wywołać sensacje dwudziestego wieku w jelitach. No, chyba, że lubicie obcowanie z porcelanowym ludkiem, wtedy oczywiście, bardzo proszę, ale ja ostrzegałam. Na półkach sklepowych znajdziecie milion różnych smaków, ale domowe nalewki nie mają nic wspólnego z tymi komercyjnymi. Prawdziwa, zdrowotna nalewka śmierdzi, rozgrzewa i pali gardło jak garść chili, ale staw...