Czy można opowiedzieć o sile języka, pamięci i kobiecym doświadczeniu tak by nie oceniać, a wyciągać wnioski? Owszem, i zrobila to z rozmachem Pip Williams. Jest to podróż do początku XX wieku, w sam środek prac nad słynnym Oksfordzkim Słownikiem Języka Angielskiego, ukazująca historię z perspektywy tych, których głosy przez lata pozostawały niesłyszane.
Główną bohaterką jest Esme, dziewczynka wychowująca się wśród słów i definicji. Dorastając w cieniu wielkiego projektu leksykograficznego, odkrywa, że wiele wyrazów związanych z życiem kobiet zostaje pominiętych lub uznanych za niewystarczająco ważne, by znaleźć miejsce w oficjalnym słowniku. Zbierając odrzucone karteczki z hasłami, Esme tworzy własny „słownik pojęć utraconych”, czyli symboliczny zbiór słów, które opowiadają historie kobiet różnych klas społecznych i środowisk.
Pomysł Williams jest szalenie oryginalny, ukazuje bowiem język jako neutralne narzędzie komunikacji, ale również odbicie relacji społecznych i układów władzy. To, które słowa trafiają do słownika, a które zostają pominięte, staje się metaforą tego, czyje doświadczenia uznaje się za ważne i godne zapamiętania.
Autorka z dużą wrażliwością kreśli tło historyczne epoki sufrażystek i walki o prawa kobiet. Nie jest jednak patetyczna, lecz przede wszystkim angażująca, mówi dużo o dojrzewaniu, poszukiwaniu własnego głosu i odwadze przeciwstawiania się utartym schematom. Esme jest bohaterką pełną empatii i determinacji, dzięki czemu łatwo zaangażować się emocjonalnie w jej losy.
Styl Williams jest elegancki, spokojny i pełen literackiego uroku. Chociaż tempo narracji bywa momentami niespieszne, doskonale współgra to z atmosferą książki, która zachęca do refleksji nad znaczeniem słów oraz rolą kobiet w historii.
To mądra, wzruszająca i inspirująca powieść, szczególnie wartościowa dla miłośników literatury historycznej, języka i opowieści o kobietach, które odważyły się upomnieć o swoje miejsce w świecie. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Komentarze
Prześlij komentarz