Przejdź do głównej zawartości

Roger Zelazny – Kroniki Amberu

Przyznać się muszę,  że nie miałam wcześniej przyjemności poczytać Kronik Amberu, w końcu to nadrobiłam i... o ileż jestem teraz bardziej świadoma, że nie tylko Tolkienem i spółką człowiek żyje. 



Zelazny stworzył koncepcję niezwykle sugestywną, ponieważ istnieje Amber jako rzeczywisty, pierwotny świat oraz jego przeciwieństwo, Dworce Chaosu. Pomiędzy nimi rozciąga się nieskończona mnogość Cieni, światów będących odbiciami, wariantami i zniekształceniami rzeczywistości. To znakomity fundament dla opowieści, w której granica nieustannie się przesuwa.

Amber nie jest przy tym krainą, w której łatwo znaleźć klasycznych bohaterów i szlachetne motywacje, bo to świat rodzinnych konfliktów, politycznych rozgrywek, zdrad i walki o wpływy. Rodzeństwo Corwina bardziej przypomina drapieżników obserwujących się nawzajem niż kochającą się rodzinę, a każdy może okazać się sprzymierzeńcem, ale równie łatwo może stać się też przeciwnikiem. W tej grze zaufanie jest walutą o wyjątkowo wysokiej cenie.

I właśnie tutaj Zelazny rozkłada karty i pokazuje swoją pisarską klasę. „Kroniki Amberu” nie są przesadnie napuszoną fantasy, bo autor pozwala sobie na ironię, przeplataną czarnym humorem i pewną nonszalancją. 

Podoba mi się również to, jak Zelazny traktuje samą ideę rzeczywistości. Cienie można odczytywać nie tylko jako fantastyczne alternatywne światy, lecz także jako metaforę pamięci, tożsamości i ludzkiego postrzegania. Skoro istnieje nieskończenie wiele wariantów świata, czym właściwie jest oryginał? A skoro Corwin nie pamięta własnej przeszłości, to czy może mieć pewność, że pamięć, którą odzyskuje, jest pełną prawdą o nim samym?

 „Kroniki Amberu” są czymś więcej niż efektowną sagą o walce o tron, ponieważ pod powierzchnią przygody kryje się opowieść o władzy, ale też rodzinie, pamięci i poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, którego zasady okazują się znacznie bardziej skomplikowane, niż można było przypuszczać.

Nie jest to przy tym fantasy, które próbuje przypodobać się współczesnemu czytelnikowi za wszelką cenę. Styl Zelaznego ma w sobie coś z literackiego oldschoolu, jest oszczędny, momentami surowy, ale jednocześnie niezwykle obrazowy. Autor nie potrzebuje setek stron opisów, aby zbudować poczucie ogromu swojego uniwersum. Kilka celnych zdań wystarcza, by otworzyć przed czytelnikiem kolejne drzwi prowadzące do Cieni.

 To fantasy inne od klasycznej opowieści o wybrańcu, magicznym artefakcie i wielkiej wyprawie, bo tutaj najważniejsza bitwa może rozegrać się w obrębie rodziny, a największą tajemnicą może okazać się własna przeszłość, a świat, który wydawał się rzeczywisty, może być zaledwie jednym z nieskończonych Cieni.

Zelazny stworzył sagę inteligentną, przewrotną i zaskakująco nowoczesną. „Kroniki Amberu” mają w sobie zarówno rozmach wielkiej fantasy, jak i kameralność opowieści o rodzinie, w której każdy coś ukrywa. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Ewa Olchowa – Seria Zrodzona

 O serii Zrodzona zrobiło się głośno kilka lat temu, kiedy to pewna poznanianka zaczęła spełniać swoje marzenia i własnym sumptem wydała pierwszy tom. Fajny pomysł na promocje, gigantyczne pokłady pracy i przede wszystkim rzutki pomysł, przyniósł efekty w postaci powiększającej się ciągle liczby fanów. Trochę z niedowierzaniem i wielką ostrożnością podchodziłam do tej serii, ale w końcu dałam się przekonać. Szybko okazało się, że doskonały marketing idzie też w parze z bardzo dobrą historią. zdj. Ewa Olchowa Opowieść ta traktuje o Rose, pewnej młodej dziewczynie, której życie odwraca się o 180 stopni. Okazuje się, że nie jest zwykłym człowiekiem, ba, bliżej jej raczej do kreatur znanych raczej z książek niźli z prawdziwego życia. Dziewczyna zakochuje się w przystojnym Łowcy i trafia do miejsca, gdzie ma się dokonać jej przemiana. Tylko pytanie brzmi czy zostanie Luminatem (osobą władającą światłem i pochłaniającą ludzką energię) czy też Łowcą (kimś w rodzaju wampira). Przejdzie wię...