Książka na jedno posiedzenie? Proszę uprzejmie. Lekka, łatwa i całkiem przyjemna. Akuratne czytadło na zimowy długi wieczór. Bez szaleństw i dość sztampowa, ale z solidnym porywem serca i przyzwoitą fabułą. Historia Hani Malinowskiej jest dość banalna. Wyprowadza się z mieszkania w Gdańsku i postanawia osiedlić w odziedziczonym po babci uroczym domku w górach. Zanim jednak odda się swojej tajemniczej pracy zdalnej, będzie musiała podreperować stan chałupki, a do tego celu zatrudnia fachowca, którego już kiedyś dwukrotnie spotkała. Eryk, mężczyzna po przejściach i ojciec rezolutnego trzylatka, poprzysiągł sobie, że już nigdy nie zaangażuje się w żaden związek, ale los ma inne plany i sukcesywnie popycha mężczyznę w kierunku Hani. Mimo, że lektura była dość przewidywalna, czytało się ją całkiem przyjemnie. Sądzę, że to za zasługą uroczej górskiej miejscowości, która przyciągała niczym magnez, ale też dzięki dość silnej chemii łączącej bohaterów. Wprawdzie historia nie wnosi do życia...