Przepiękne wydanie z barwionymi brzegami, a także postać młodego, pięknego mężczyzny z rogami i nie mniej przystojnej dziewczyny, powodują, że wielbiciele fantastyki i słowiańskich historii mają na tę powieść ogromną chrapkę. Ale czy się nie zawiodą? Ano mogą. Bo wszystko zależy od tego, czy szukają fajnej opowieści o słowiańskich bóstwach i stworach oplecionych magią, potęgą i no cóż... miłością, czy też mają chęć na płaską historię, która tylko połowicznie zaspokoi czytelnicze gusta.
Już od samego początku w potencjalną czytelniczkę uderzają podobieństwa do "Pięknej i Bestii". Wprawdzie kwiat paproci i główne postaci są nasze, słowiańskie, ale reszta jakoś tak mocno podobna do disneyowskiej bajki. Druga rzecz, to wspólny mianownik z "Dożywociem" Marty Kisiel. Nie chcę tutaj oskarżać autorki, że się sugerowała Lichotką i jej mieszkańcami, ale to już było i naprawdę temu doskonałemu skadinąd pomysłowi Marty trudno będzie dorównać.
Autorka po macoszemu potraktowała swoją powieść. Nie wgłębiła się w nasze szalenie ciekawe podania i legendy, nie przyjrzała się im bliżej. Zaskutkowało to niestety stworzeniem postaci zbyt płaskich, by były wiarygodne. Poza tym nie umiejscowiła tej opowieści w żadnym konkretnym czasie, co spowodowało, że trudno jest określić, w którym miejscu się znajdujemy. Dodatkowo, dochodzi do tego nieadekwatne słownictwo i zwroty absolutnie niepasujące do opowieści. Powiedzieć więc, że te puzzle są z różnych pudełek, to nie powiedzieć nic.
Jeśli zaś chodzi o relację Leszego i Liski, to od samego początku brakuje między nimi iskry, która mogłaby zapłonąć. Wydawało się, że surowy i potworny Leszy okaże się takimż samym strażnikiem lasu jak i kochankiem, ale wyszła z niego ciepła klucha i mdły towarzysz, a z Liski cierpiętnica, która ma olbrzymi problem ze sobą.
Szkoda. Bardzo szkoda tego pomysłu.
Komentarze
Prześlij komentarz