Przejdź do głównej zawartości

Agnieszka Sorycz – Północny sabat

 Od dawna miałam apetyt na mięsiste i soczyste fantasy, które spowodowałoby, że zarwałabym noc i wzdychała w momencie, kiedy lektura dobiegałaby końca. O, bogowie! Jak się cieszę, że pokusiłam się na wiedźmią powieść od Agi Sorycz. Tego mi było trzeba, a półka z ulubionymi książkami fantastycznymi właśnie się powiększyła o kolejną pozycję!



Dalia, właścicielka całkiem dobrze prosperującej kawiarni, w ramach poszukiwania swojego zaginionego brata, trafia do antykwariatu prowadzonego przez Radowoja. Wkrótce, dzięki serii niefortunnych zdarzeń poznaje też jego brata Teowoja. Dziewczyna podświadomie czuje, że zna braci, ale jej pamięć nie może znaleźć na to odpowiedzi. Dopiero w domu, który należy do tajemniczego Sabatu, Dalia powoli odkrywa kim jest i jak olbrzymia odpowiedzialność na niej spoczywa.

Wielką przyjemność sprawiła mi ta lektura. Autorka cudnie wymyśliła tę historię. Tajemnicze wiedźmy, inkarnacja, zaklinaczka, łowca i mnóstwo magii spowijającej ją, to składowe tej książki. Mnogość podań słowiańskich, zasad panujących w czasach kiedy wierzono w wielobóstwo, powoduje, że opowieść czyta się niemal jak książkę historyczną, choć przyznać trzeba, że na pewno nie nudną. 

Zachwycające podania, liczne retrospekcje i ogromna dawka informacji o pradawnych wierzeniach, sprawiają, że fabuła nabiera rumieńców. A ta jest czasem nierówna, bo albo pędzi na złamanie karku, albo zwalnia i przez jakiś czas snuje się z wolna, ale summa summarum wypada dość dobrze i wszystkie wątki łączą się ze sobą tak jak należy.

Ta książka to przykład takiego fantasy jakie lubię. Pełna zagadek, które trzeba rozwiązywać wraz z bohaterami, otoczona magią, skomplikowaną, wielowątkową historią i przyprawiona odrobiną smacznego romansu. 

Wspaniałe postaci, niebanalne dialogi,  garść słowiańskich wierzeń i absolutnie urzekające opisy tworzą nieprawdopodobnie pyszną powieść, o której mam nadzieję będzie głośno. Trzeba jedynie poczekać na kolejny tom przygód członków Sabatu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Aleksandra Pakuła – Lekcja hiszpańskiego

 Mój cykl na romanse trwa w najlepsze. Od kilku dni trafiam na te, które aż chciało się czytać, bo napisane były ładnie i nie raniły oczu. Dziś o jednym z nich. Nie to, że będę słodziła i opowiadała, że och i, że ach, ale wielu minusów w niej nie było. Była za to bardzo fajna historia i całkiem sprytnie poplątana fabuła. Historia Adrianny to książkowy przykład kobiety krzywdzonej przez męża, wielokrotnie bitej, poniżanej i wykańczanej psychicznie. Odejście od męża-kata to najlepsza decyzja w jej życiu, ale niestety nie kończy się happy endem. Jej mąż, wzięty prawnik, człowiek z wieloma znajomościami w branży, nie daje kobiecie odejść od niego bezboleśnie. Sąd zasądza na jego rzecz alimenty, które kobieta musi spłacać w comiesięcznych transzach, przez co traci niemal wszystko na co pracowała, łącznie z ukochanym salonem piękności. Pomocy udziela jej wujek, który w Hiszpanii prowadzi dobrze prosperującą restaurację. Dziewczyna pozostawia w Polsce swoją córkę i wyjeżdża na kilka miesi...