Przejdź do głównej zawartości

Julita Dziekańska – Speedlove

 Jakże miło trafić na romans, który nie skupia się jedynie na związku dwojga ludzi, ale zwraca też uwagę na pasję, talent i przywiązanie do rodziny i przyjaciół. Julita Dziekańska doskonale wkomponowała swój pomysł w ten klimat i wysoko podniosła poprzeczkę. 



Nie pałam miłością do jednośladów i wcale tego nie kryję. Zdecydowanie bardziej wolę wyścigi F1 i tę niesamowitą adrenalinę, która towarzyszy każdej rozgrywce. Tutaj jednak znalazłam mnóstwo analogicznych elementów i szybko dałam się wciągnąć w szaleństwo wywołane prędkością i rywalizacją.

Alex to córka jednego z najsłynniejszych zawodników motocyklowych na świecie, który w wyniku wypadku stracił zdrowie i od kilku lat przebywa na placówce zdrowotnej, bez szans na jakąkolwiek poprawę. Kiedy dawny przyjaciel rodziny, składa dziewczynie propozycję wzięcia udziału w zawodach, ta nie zastanawia się długo i przystaje na wszystkie warunki. Problem pojawia się wtedy, kiedy na horyzoncie pojawia się młody mężczyzna, mistrz świata, który w żaden sposób nie może sobie darować, by zdobyć jej względy.

Przez tę historię dosłownie się płynie. Autorka przedstawiła tutaj metody pracy, jakie stosuje się w teamach zajmujących się na co dzień wyścigami motocyklowymi, opowiedziała i wyjaśniła czytelnikom wszystkie skomplikowane zasady, ale zrobiła to tak interesująco, że nie trzeba się nad tym zastanawiać, bo wiedza przyswaja się sama.

Dodatkowo, Dziekańska zwróciła uwagę na brak równouprawnienia w tym niebezpiecznym sporcie i uprzedzenia oraz problemy, z którymi kobiety muszą się borykać i ciągle walczyć. To ważny głos i każdy taki aspekt to kolejny mały krok w walce o równość płci.

Jeśli zaś chodzi o romans, to oczywiście jest tu na niego miejsce. Jest jednak nienachalny, przyjemny i połączony kilkoma scenami, które są wyważone i jedynie przyprawiają historię solidną dawką namiętności.

Zachęcam do lektury. To prawdziwa przyjemność i dobra pozycja w polskiej literaturze kobiecej. Polecam!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Aleksandra Pakuła – Lekcja hiszpańskiego

 Mój cykl na romanse trwa w najlepsze. Od kilku dni trafiam na te, które aż chciało się czytać, bo napisane były ładnie i nie raniły oczu. Dziś o jednym z nich. Nie to, że będę słodziła i opowiadała, że och i, że ach, ale wielu minusów w niej nie było. Była za to bardzo fajna historia i całkiem sprytnie poplątana fabuła. Historia Adrianny to książkowy przykład kobiety krzywdzonej przez męża, wielokrotnie bitej, poniżanej i wykańczanej psychicznie. Odejście od męża-kata to najlepsza decyzja w jej życiu, ale niestety nie kończy się happy endem. Jej mąż, wzięty prawnik, człowiek z wieloma znajomościami w branży, nie daje kobiecie odejść od niego bezboleśnie. Sąd zasądza na jego rzecz alimenty, które kobieta musi spłacać w comiesięcznych transzach, przez co traci niemal wszystko na co pracowała, łącznie z ukochanym salonem piękności. Pomocy udziela jej wujek, który w Hiszpanii prowadzi dobrze prosperującą restaurację. Dziewczyna pozostawia w Polsce swoją córkę i wyjeżdża na kilka miesi...