Przejdź do głównej zawartości

Fantasmagorie – Antologia

 Uwielbiam antologie za kilka krótkich treści, które można poczytać w przerwie w pracy lub do popołudniowej kawy. A już szczególnie upodobałam sobie powieści z dreszczykiem, które i przerażają i powodują niepokój, ale i mają pewne zacięcie spirytystyczne.



Punktem wyjścia dla tej opowieści jest jeden z najsłynniejszych wieczorów w historii literatury. Rok 1816 przeszedł do dziejów jako „rok bez lata”. Był chłodny, deszczowy i ponury. W willi nad Jeziorem Genewskim, w atmosferze burzy i niepokoju, spotkała się grupa młodych, zbuntowanych angielskich pisarzy: George Byron, Percy Shelley, Mary Wollstonecraft Shelley, John William Polidori oraz Claire Clairmont. Z pozoru było to towarzyskie zgromadzenie znudzonych arystokratów i artystów. W rzeczywistości  moment przełomowy.

To właśnie tam lord Byron rzucił pozornie niewinną propozycję by każdy z obecnych napisał historię o duchach. Z tej gry wyobraźni narodziły się dzieła, które na zawsze zmieniły literaturę. Mowa tu bowiem o Frankensteinie Mary Shelley czy o Wampirze Polidoriego. 

Tutaj granica między żywymi a umarłymi jest niepokojąco cienka, duchy nie są tu wyłącznie strasznymi zjawami, a często stają się wyrzutem sumienia, echem dawnych win, symbolem tego, co wyparte i zapomniane. Przeklęte portrety i nawiedzone pokoje mówią więcej o ludzkiej psychice niż o samym nadprzyrodzonym. Groza w Fantasmagoriach rodzi się z napięcia między rozumem a tym, czego rozum nie potrafi wyjaśnić.

To właśnie ten aspekt czyni książkę szczególnie aktualną. Choć opisuje teksty i idee sprzed dwóch stuleci, zaskakująco dobrze koresponduje ze współczesnymi lękami.

Język książki balansuje między eseistyczną refleksją a literacką opowieścią. To propozycja zarówno dla miłośników klasycznej grozy, jak i dla czytelników, którzy chcą zrozumieć, dlaczego duchy, wampiry i potwory wciąż do nas wracają, czy to w książkach, filmach czy w snach. 

Potencjalny czytelnik, miłośnik literatury grozy, znajdzie tu wszystko to, czego oczekuje od literatury tego rodzaju. Zachwyci się swego rodzaju baśniowością, powoli budowanym napięciem, którego eskalacja powoduje szybsze bicie serca. Zatopi się w niewyjaśnionych zagadkach, pogubi w intrygach i otoczy tajemnicami, które tylko w części zostaną wyjaśnione. Czasem, opowiadania te mają w sobie jakąś trudną do wytłumaczenia aurę dziwności, podbijanej dziwnym poczuciem humoru autorów. Tworzy więc to nieco psychodeliczną rzeczywistość, w której czytelnikowi jest i niewygodnie i arcyciekawie jednocześnie.

To, co cenię w opowiadaniach tego typu, to wprowadzanie czytelnika w historię pewną nastrojowością. Opowiadania są dość plastyczne i eleganckie, dają do zrozumienia, że pomimo grozy zawartej w treści, autorzy mają do powiedzenia coś jeszcze, więc wskazują na konotacje rodzinne, na ludzkie dramaty i problemy, z którymi ludzie się borykają. 

Gorąco polecam. Nie trzeba tej książki czytać na raz. Można ją sobie dozować po kawałku, a odbiór i tak będzie taki jak trzeba.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Ewa Olchowa – Seria Zrodzona

 O serii Zrodzona zrobiło się głośno kilka lat temu, kiedy to pewna poznanianka zaczęła spełniać swoje marzenia i własnym sumptem wydała pierwszy tom. Fajny pomysł na promocje, gigantyczne pokłady pracy i przede wszystkim rzutki pomysł, przyniósł efekty w postaci powiększającej się ciągle liczby fanów. Trochę z niedowierzaniem i wielką ostrożnością podchodziłam do tej serii, ale w końcu dałam się przekonać. Szybko okazało się, że doskonały marketing idzie też w parze z bardzo dobrą historią. zdj. Ewa Olchowa Opowieść ta traktuje o Rose, pewnej młodej dziewczynie, której życie odwraca się o 180 stopni. Okazuje się, że nie jest zwykłym człowiekiem, ba, bliżej jej raczej do kreatur znanych raczej z książek niźli z prawdziwego życia. Dziewczyna zakochuje się w przystojnym Łowcy i trafia do miejsca, gdzie ma się dokonać jej przemiana. Tylko pytanie brzmi czy zostanie Luminatem (osobą władającą światłem i pochłaniającą ludzką energię) czy też Łowcą (kimś w rodzaju wampira). Przejdzie wię...