Mówi się, że morze pamięta więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić… A przynajmniej taką obietnicę składa Dorota Gąsiorowska. I muszę przyznać, że ta historia bardzo mi się podobała, a morze faktycznie może mieć wpływ na nasze decyzje.
Lea to utalentowana wokalistka zmęczona światem show-biznesu, która postanawia uciec na Kretę i poszukać spokoju. Zamiast tego trafia w sam środek tajemnicy związanej z Anastasiją, pewną dziewczyną niezwykle do niej podobną, która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Wokół Lei zaczynają pojawiać się kolejne pytania, a poznany w samolocie Igor okazuje się mieć z tą historią więcej wspólnego, niż początkowo można przypuszczać.
Najbardziej urzekł mnie klimat tej książki. Kreta, morze, słońce, natura i tajemnicze dźwięki dobiegające znad wody tworzą niezwykle sugestywne tło dla opowieści. Gąsiorowska potrafi sprawić, że niemal czuje się ciepło greckiego powietrza i słyszy szum fal, a jednocześnie pod tą wakacyjną scenerią kryje się niepokój, tajemnica i poczucie, że coś czai się tuż poza granicą tego, co racjonalne.
Podobało mi się również połączenie obyczajowej historii z nutą tajemnicy, intuicji i magii natury. To opowieść o poszukiwaniu prawdy, ale także o słuchaniu własnego głosu i odwadze, by zaufać temu, czego nie zawsze można logicznie wyjaśnić.
Nie jest to jednak wyłącznie zagadka kryminalna. W centrum pozostają emocje, relacje, miłość, strach i próba odnalezienia siebie. Dzięki temu książka ma w sobie sporo ciepła i nie ogranicza się do samego rozwiązywania tajemnicy.
„Córka wody” to historia bardzo klimatyczna, trochę tajemnicza, trochę romantyczna, momentami niepokojąca, a przede wszystkim bardzo kobieca. Czytałam ją z przyjemnością.
Jeśli lubicie książki, w których piękne miejsca skrywają mroczne sekrety, a rzeczywistość przeplata się z tym, czego nie da się łatwo wytłumaczyć, „Córka wody” może być dla Was bardzo dobrym wyborem.
Komentarze
Prześlij komentarz