Przejdź do głównej zawartości

Joana Marcus – Po grudniu

 Czekałam na kontynuację tej romantycznej powieści. Tom pierwszy był wzorcowym romansem i zakończył się kłótnią kochanków. W kolejnym więc tomie spodziewać się należało ponownego zejścia i trwania w tym idyllicznym związku. Autorka jednak postanowiła sprawę nieco skomplikować i popłynęła...



Ta książka miała dwa skrajne etapy. Albo nudziła tak okropnie, że można było łatwo usnąć, albo wprowadzała tak wielki chaos, że trudno było ogarnąć jaki miała w tym cel. 

Pewne rzeczy się zgadzały: walka z uzależnieniem, niechęć do najbliższych w trakcie kuracji odwykowej i odsuwanie ich od siebie. Pomoc przyjacielska i walka o lepszą przyszłość dla tych, na których zależąło najbardziej bohaterom.

Niestety, autorka pozostawiała też mnóstwo niedokończonych wątków. Nie rozwinęła postaci Mike'a, nie próbowała wytłumaczyć jego destrukcyjnych lub dziwacznych zachowań, nie wskazała choćby fragmentu, w którym można by go usprawiedliwić. W związku z czym pozostał on postacią mdłą i nijaką. To samo dotyczy Sue, postaci szalenie wyrazistej, której charakter można było wycisnąć jak cytrynę, nadać jej wyrazu i opowiedzieć więcej, a zrobiła się z tego jedynie pyskata dziewucha o dość płytkiej powierzchowności.

 Poza tym, Marcus pracowała nad główną postacią tej powieści czyli nad Jenną, którą jak sądzę chciała przemienić z szarej gąski, która nie potrafiła postawić granic, na kobietę pewną siebie i dążącą do celu. Wszystko szło po jej myśli, ale stawiała tę postać w tak dziwnych konfiguracjach towarzyskich, że z jej ust wydobywał się jedynie pełen patosu bełkot, który przypisać można jedynie moralizującym dzieci rodzicom. To było tak pompatyczne i sztuczne, że cały zamysł jak krew w piach.

I w tym wielkim tyglu różności niedokończonych, pyrliło się na lekkim gazie uczucie, które rozwijało się tak jak cała książka, w totalnym chaosie, niedopowiedzeniach i niewyjaśnionych scenach.

Jeśli któraś z Was czytała część pierwszą i jest bardzo ciekawa tej, to czytajcie na zdrowie, ale ten piękny romans powinien zakończyć się na części pierwszej, w której nie było tylu kombinacji.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Ewa Olchowa – Seria Zrodzona

 O serii Zrodzona zrobiło się głośno kilka lat temu, kiedy to pewna poznanianka zaczęła spełniać swoje marzenia i własnym sumptem wydała pierwszy tom. Fajny pomysł na promocje, gigantyczne pokłady pracy i przede wszystkim rzutki pomysł, przyniósł efekty w postaci powiększającej się ciągle liczby fanów. Trochę z niedowierzaniem i wielką ostrożnością podchodziłam do tej serii, ale w końcu dałam się przekonać. Szybko okazało się, że doskonały marketing idzie też w parze z bardzo dobrą historią. zdj. Ewa Olchowa Opowieść ta traktuje o Rose, pewnej młodej dziewczynie, której życie odwraca się o 180 stopni. Okazuje się, że nie jest zwykłym człowiekiem, ba, bliżej jej raczej do kreatur znanych raczej z książek niźli z prawdziwego życia. Dziewczyna zakochuje się w przystojnym Łowcy i trafia do miejsca, gdzie ma się dokonać jej przemiana. Tylko pytanie brzmi czy zostanie Luminatem (osobą władającą światłem i pochłaniającą ludzką energię) czy też Łowcą (kimś w rodzaju wampira). Przejdzie wię...