Przejdź do głównej zawartości

Bernard Gromek – Revolterium

Bardzo cenię książki nieoczywiste, nie prowadzące czytelnika za rękę, nie schlebiające przyzwyczajeniom i wskazujące,  że autor lub autorka nie boją się ryzyka. Lubię literaturę napisaną oryginalnie, bezkompromisowo, z autorskim pazurem. No I znalazłam powieść, która od pierwszych stron łatwa w odbiorze nie była, a fabuła nie  zamierzała być grzeczna ani przewidywalna.



Treść osadzono w Krakowie roku 1848, dwa lata po krwawym powstaniu. Miasto żyje, pulsuje gniewem, a polityczny ferment miesza się z pogłoskami o zaginionym skarbie. To przestrzeń pełna napięcia, w której pieniądz, władza i zdrada są równie realne jak bruk i mrok zaułków. Jest tu dużo o rewolucji, ale bez wygłaszania peanów. Jest tu za to dużo chaosu, interesów, ambicji i lęków.

Na tym tle pojawia się Maks Krom, bezwzględny zabijaka, który po więzieniu nie marzy już o ideach, lecz o świętym spokoju. To bohater daleki od romantycznych wzorców, raczej antybohater, którego cynizm i zmęczenie światem stają się jednym z najmocniejszych punktów powieści. W kontrze do niego stoi hrabia Hipolit Zdański, czyli dawny przyjaciel, dziś wizjoner kolejnej rewolty. Ich relacja jest osią fabularną, ale też solą w oku, bo pytania o sens walki, lojalność i granice moralnego kompromisu nasuwają się same.

Pełno tu bezprecedensowych rozwiązań narracyjnych i zaskakujących zwrotów akcji, które nie są tanimi sztuczkami, lecz logicznym wynikiem opowiedzianego świata. Plot twisty pojawiają się tam, gdzie czytelnik zaczyna czuć się zbyt pewnie, a każda kolejna rewelacja zmusza do przewartościowania wcześniejszych ocen. Autor bawi się konwencją powieści historycznej, sensacyjnej i obyczajowej, sprawnie je mieszając.

Na szczególną uwagę zasługuje galeria postaci drugoplanowych, od drobnych złodziejaszków i rzeźników, którzy nagle mogą stać się przywódcami ludu, po pyskatą baronównę i tajemniczą Madame, w których buduarach toczą się równie istotne rozgrywki co w wawelskich komnatach. Każdy prowadzi tu własną rewoltę, a prywatne ambicje splatają się z wielką historią.

Ile zbrodni trzeba popełnić, by przeżyć? Co jest prawdziwą stawką walki? Wolność, fortuna, a może miłość? Bernard Gromek nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast tego oferuje czytelnikowi gęstą, intensywną opowieść, która zostaje w głowie długo. To literatura, która nie boi się myśleć ostro. Pyszna, wielowymiarowa powieść!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Nalewki

O tym, że po kieliszeczku nalewki ciepło rozlewa się leniwie po organizmie i przyjemnie mrowi w palcach, wie każdy. O jej działaniu napotnym i terapeutycznym również. Ale, że drugiego dnia, po przekroczeniu limitu łeb waży tyle co czterdziestotonowa ciężarówka, to nie piszą nigdzie.  Łyczek rozgrzewającego trunku dla kurażu, kropelka nalewki do herbaty - potrafią zdziałać cuda. Już w przeszłości poważane matrony raczyły się słodkim cherry, zagryzając maślanymi ciasteczkami. Taką mieszankę zdecydowanie odradzam, ze względu na niekompatybilność wyżej wymienionych składników, których spożycie w nadmiarze może wywołać sensacje dwudziestego wieku w jelitach. No, chyba, że lubicie obcowanie z porcelanowym ludkiem, wtedy oczywiście, bardzo proszę, ale ja ostrzegałam. Na półkach sklepowych znajdziecie milion różnych smaków, ale domowe nalewki nie mają nic wspólnego z tymi komercyjnymi. Prawdziwa, zdrowotna nalewka śmierdzi, rozgrzewa i pali gardło jak garść chili, ale staw...