Przejdź do głównej zawartości

Edyta M. Matejko – Krew pogromców

 Nie odmawiam sobie opowieści o wampirach. Lubię wracać do historii o nich w każdym, absolutnie każdym wydaniu. Od klasycznych, gotyckich narracji, przez romantyczne uniesienia, po współczesne urban fantasy. I choć nie wszystkie są dobre, ba, znakomita większość bywa po prostu słaba, to jednak śledzę ten nurt z pewną czułością i ciekawością. Obserwuję, jak się zmienia, jak próbuje odnaleźć nowy język dla nieśmiertelności, jak redefiniuje potwora i człowieka. Dlatego po kolejną historię o krwi, przeznaczeniu i mroku sięgnę zawsze.



Tym razem rzecz dzieje się w świecie Asy, młodej dziennikarki, która przypadkiem odkrywa istnienie wampirów. To nie jest jednak tylko opowieść o zetknięciu człowieka z nadnaturalnym. Asa nie wie jeszcze, że w jej krwi drzemie niezwykła moc, a jej los splata się z tajemniczym Cieniem, czyli śledczym zakonu pilnującego porządku wśród nieśmiertelnych. W tle pojawia się zagadkowa księga i przepowiednia o Wybrańcu, a akcja prowadzi nas przez Dolny Śląsk, Wrocław, Pragę i szwajcarskie Sankt Gallen.

Wydawać by się mogło, że pomysł jest dobry, niestety, w praktyce nie wszystko wybrzmiewa tak mocno, jak mogłoby. Książka nie była zła, ale nie była też najlepsza. W trakcie lektury wyraźnie widać kilka potknięć fabularnych i braków konstrukcyjnych. Bohaterka przyjmuje istnienie świata wampirycznego z zaskakującą łatwością; brakuje tu głębszej refleksji, analizy, czy choćby wstrząsu egzystencjalnego, który w takiej sytuacji wydaje się naturalny. Jej reakcje bywają powierzchowne, jakby świat nadprzyrodzony był tylko kolejną sensacją do odnotowania, a nie fundamentalnym przewartościowaniem rzeczywistości.

Wątek romantyczny również pozostawia niedosyt. Relacja między bohaterami rozwija się szybko, lecz brakuje jej napięcia, pazura, chemii, która sprawiłaby, że czytelnik naprawdę zacznie im kibicować. Uczucie, które powinno być jednym z filarów opowieści, momentami wydaje się bardziej deklaracją niż doświadczeniem.

Cała narracja bywa chaotyczna, wydarzenia następują po sobie dynamicznie, ale nie zawsze logicznie. Uniwersum, które miało być mroczne i intrygujące, miejscami sypie się jak domek z kart. Zasady rządzące światem wampirów nie są dostatecznie ugruntowane, przez co trudno w tę powieść naprawdę się wgryźć i w pełni zanurzyć.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że książka spełnia swoją funkcję jako czasoumilacz. Czyta się ją dość szybko, a sama koncepcja młodej kobiety odkrywającej własne nadnaturalne dziedzictwo ma w sobie potencjał, który może przyciągnąć mniej wymagającego odbiorcę. Jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z literaturą o wampirach i ta powieść będzie jedną z pierwszych, które przeczytasz, istnieje spora szansa, że odbierzesz ją bardziej entuzjastycznie.

Dla mnie to kolejny przystanek na drodze przez wampiryczny nurt, nie przełom, nie nowa jakość, ale też nie całkowita strata czasu. A że do opowieści o nieśmiertelnych zawsze wracam z sentymentem? Cóż. W tej relacji trudno o definitywne rozstanie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Ewa Olchowa – Seria Zrodzona

 O serii Zrodzona zrobiło się głośno kilka lat temu, kiedy to pewna poznanianka zaczęła spełniać swoje marzenia i własnym sumptem wydała pierwszy tom. Fajny pomysł na promocje, gigantyczne pokłady pracy i przede wszystkim rzutki pomysł, przyniósł efekty w postaci powiększającej się ciągle liczby fanów. Trochę z niedowierzaniem i wielką ostrożnością podchodziłam do tej serii, ale w końcu dałam się przekonać. Szybko okazało się, że doskonały marketing idzie też w parze z bardzo dobrą historią. zdj. Ewa Olchowa Opowieść ta traktuje o Rose, pewnej młodej dziewczynie, której życie odwraca się o 180 stopni. Okazuje się, że nie jest zwykłym człowiekiem, ba, bliżej jej raczej do kreatur znanych raczej z książek niźli z prawdziwego życia. Dziewczyna zakochuje się w przystojnym Łowcy i trafia do miejsca, gdzie ma się dokonać jej przemiana. Tylko pytanie brzmi czy zostanie Luminatem (osobą władającą światłem i pochłaniającą ludzką energię) czy też Łowcą (kimś w rodzaju wampira). Przejdzie wię...