Bywa, że po doskonałej lekturze, mam kilka dni czytelniczego przestoju. Wtedy dużo myślę o tym, co przeczytałam, analizuję pewne fakty i wertuję książkę wielokrotnie by utrwalić to piękno z wewnątrz. Tak, ta powieść robi wrażenie, jest nietuzinkowa, wartościowa i ponadczasowa i zostanie ze mną na długo. Takie właśnie emocje towarzyszą lekturze tej powieści, która z pozornie prostych losów jednej rodziny potrafi wydobyć uniwersalne prawdy o życiu, wolności i odpowiedzialności za własne decyzje.
Autorka zabiera czytelnika do lat pięćdziesiątych XX wieku, w sam środek powojennej rzeczywistości, gdzie codzienność wciąż naznaczona jest stratą, lękiem i koniecznością odbudowy, nie tylko domów, ale i ludzkich relacji. Rodzeństwo Duszów wkracza w dorosłość, a ich losy układają się niczym tytułowa gra w bierki, wystarczy jeden nieostrożny ruch i wszystko legnie w gruzach.
Mnóstwo w tej powieści uczuć. I tych rodzicielskich, matczynych, ciepłych, ale też tych, które zawierają sporo żalu, pretensji i złości, czasem też nienawiści, odrzucenia i poczucia niesprawiedliwości. I ten pełen różnorakich doświadczeń tygiel aż kipi od emocji, nadając postaciom wyjątkowego sznytu. To właśnie emocjonalna prawda jest jednym z największych atutów książki. Można tu prowadzić obserwacje bohaterów i współodczuwać z nimi każdy upadek i każdy moment ulgi.
Losy rodziny Duszów prowadzą aż do roku 1968, do czasów pełnych społecznych napięć, buntu i głębokich przemian. Jeśli chodzi o tło historyczne, to jest wyjątkowe. Dopracowane w każdym szczególe i z pietyzmem wprowadzane do fabuły. Historia nie dominuje nad opowieścią, lecz subtelnie ją przenika, wpływając na decyzje bohaterów i nadając ich prywatnym dramatom szerszy, uniwersalny kontekst.
Gra w bierki to także opowieść o wybaczaniu niełatwym, często bolesnym, ale koniecznym, by móc ruszyć dalej, bo przecież wolność i szczęście rzadko są darem. Często są efektem odwagi, cierpliwości i gotowości do pojednania z innymi i z samym sobą. To powieść, która zostaje w myślach długo po odłożeniu książki na półkę i skłania do refleksji nad własnymi „bierkami”, które codziennie, mniej lub bardziej świadomie, próbujemy podnosić.
Komentarze
Prześlij komentarz