Martina kocham miłością pierwszą. Choć wracałam do tej historii nie raz, zawsze odkrywałam coś nowego. A to cień niedopowiedzianej przepowiedni, a to dramat ukryty między wierszami w dialogu, a czasem tragedii. Świat ten wciąga jak mroźna noc, a tych tutaj nie brakuje.
Piąty tom sagi, Taniec ze smokami, to powrót do bohaterów rozrzuconych po bezkresnych przestrzeniach Westeros i Essos. To także powieść dojrzalsza, mroczniejsza, bardziej skupiona na konsekwencjach wyborów niż na samych bitwach. Martin nie daje czytelnikowi wytchnienia, zamiast tego oferuje emocjonalny realizm i bezlitosną logikę świata, w którym każda decyzja ma swoją cenę.
Martin z niezwykłą precyzją splata tu losy dziesiątek postaci, budując narrację, w której polityka, magia i ludzka słabość tworzą niepokojącą, fascynującą całość.
To książka, która wymaga cierpliwości, ale odwdzięcza się fabułą. Nie oferuje łatwych rozwiązań ani jednoznacznych bohaterów. Zamiast tego daje poczucie uczestnictwa w świecie tak realnym, jakby istniał tuż za granicą czytelniczej wyobraźni.
I może właśnie dlatego wracam do tej zimy. Bo w jej chłodzie płonie ogień opowieści, która nie przestaje zaskakiwać.
Komentarze
Prześlij komentarz