Przejdź do głównej zawartości

Przekupić wiedźmę – Barbara Mikulska

 Niejednokrotnie pisałam o tym, że uwielbiam książki sielskie, przepełnione ciepłem domowego ogniska, pachnące dobrze wypieczonym drożdżowcem i parującym kubkiem aromatycznej herbaty. Rzadko na takie trafiam, ale jak już wynajdę, to przekazuję Wam, że warto, bardzo warto je przeczytać. I oto nastał ten dzień. Znalazłam taką powieść! Och, jaka była urocza... aż do niej wrócę raz jeszcze.



Konstancja, zwana przez przyjaciół Kostką nakrywa swojego chłopaka na zdradzie. Ból po rozstaniu jest tak duży, że dziewczyna postanawia się zresetować w niewielkim gospodarstwie agroturystycznym w jakiejś zapyziałej miejscowości. Jedzie tam pełna przekonania, że odzyska spokój, przemyśli pewne sprawy i zapomni o byłym partnerze. Nie spodziewa się jednak, że wizyta w agroturystyce u Wiktora, wywróci jej życie do góry nogami. I to za sprawą czarów pewnej szeptuchy, która według krążącej legendy od wielu pokoleń pilnuje pobliskich lasów.

Jeśli myślicie, że to wszystko już było, to macie rację. Były wiedźmy, szeptuchy, czary i miłość wokół tego, ale muszę Wam powiedzieć, że takiego pysznego miksu nie czytałam jeszcze. To była wspaniała opowieść. Przepełniona ciepłem, ociekająca przyjaźnią, wzajemnym zrozumieniem i tym, za czym tęskni niemal każdy z nas – za rodziną. 

To powieść na wskroś urocza. Napisana ze starannością, ale zabawna, pełna doskonałych dialogów, ciętych ripost i przyjacielskich przytyków. Czyta się ją tak, jakby rozmawiało się z najlepszą przyjaciółką, czyli łatwo i przyjemnie.

Postaci zaskakują. I choć główną bohaterką jest Kostka, to córka Wiktora – ognistowłosa Klara skradła moje serce. Krnąbrna, pyskata i inteligentna nastolatka jest żywym srebrem. Zawsze chętna do pomocy, opowiadania przeróżnych historii i licytowania się w sprawie odrabiania lekcji. 

Warto też zaznaczyć, że dużo miejsca autorka poświęciła też czworonogom, które bardzo potrzebują pomocy, jak ważna jest sterylizacja i jak wspaniale byłoby, gdybyśmy zamiast kupowania – adoptowali psy.

Od tej książki się nie oderwiecie. Dawno nie czytałam tak cudownej, ciepłej i rodzinnej obyczajówki z solidnym wątkiem romantycznym w tle. Kapitalna rozrywka, cudowna lektura i radość z czytania. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza

O sercu, żółci i kiju w dupie

Od niemal dziesięciu lat moja najukochańsza babcia żyje ze stymulatorem serca, który pilnuje prawidłowego rytmu serca i nie pozwala mu na leniuchowanie. Dzięki temu urządzeniu najbardziej pomysłowa kobieta na świecie, czort wcielony i anioł w jednym, żyje i ma się dobrze. I niech tak będzie! Kontrole takich stymulatorów odbywają się raz do roku i od siedmiu lat mam przyjemność jeździć z babcią do poznańskiej kliniki po to by sprawdzić czy wszystko w porządku. Od wielu lat nic się tam nie zmieniło. Kolejki oczekujących na badanie, zaduch, smutek i strach przed tym co powie lekarz, bo jak mówi babcia, jak pompa w organizmie siądzie to już dupa blada. Żeby uniknąć zmęczenia , koszmarnych kolejek i wszechogarniającej rozpaczy, zdecydowałyśmy się na kontrole prywatne. Ludzi jest zdecydowanie mniej, ale zawsze znajdzie się ktoś z kim można pogawędzić, a babcia to uwielbia. Bardzo często, ku mojej uciesze chwali i podtrzymuje na duchu starszych od siebie pacjentów mówiąc, że świetn