Czytanie opowiadań to zawsze dla mnie forma relaksu. Powrót do krótszej formy pozwala zatrzymać się, wejść w cudzy świat na chwilę, bez zobowiązań wieluset stron. I choć utwory Jacka Dehnela często są poetyckie, wielowymiarowe i mają wiele znaczeń, to jednak dają osobliwe wytchnienie.
„Historie łajdackie” to proza najwyższych lotów. Na tyle skomplikowana, by zatrzymać się przy jednym czy drugim opowiadaniu i pomyśleć, wrócić do akapitu, rozważyć sens niedopowiedzianej sceny. A jednocześnie na tyle klarowna, by nie gubić czytelnika w formalnych labiryntach. Dehnel prowadzi pewną ręką z pewną elegancją, ale nie ostentacyjnie.
Paryż, Kraków, Kadyks, Stralsund, Warszawa to organizmy żywe, pulsujące historią i ludzkimi namiętnościami. W tych opowiadaniach przestrzeń nie jest tłem, lecz współtworzy. Miasta kształtują swoich mieszkańców, a oni poddają się ich rytmowi.
Dehnel zdaje się odpowiadać na rosnącą popularność nurtu true crime, lecz robi to po swojemu bez sensacyjnej dosłowności, bez taniego efektu. Interesuje go nie tyle zbrodnia, ile jej źródło, swego rodzaju splot okoliczności, charakteru i pragnień. Granice dobra i zła nie są tu wyraźnie wytyczone, a raczej rozmywają się w półcieniach ludzkich motywacji.
To krótkie opowieści o ulotności życia i o konsekwencjach decyzji czasem podejmowanych w jednej chwili, a rezonujących przez dekady. Autor z czułością, lecz bez sentymentalizmu przygląda się swoim bohaterom. Bywa ironiczny, kiedy indziej pozwala sobie na odrobinę sarkazmu, ale nigdy nie przekracza granicy karykatury. Każda postać, nawet ta moralnie dwuznaczna, otrzymuje prawo do własnej historii.
Największą siłą tego tomu jest język, inteligentny, zdyscyplinowany, pełen literackiego sznytu. Dehnel potrafi jednym zdaniem zbudować napięcie. A jednak nie o intrygę tu chodzi, lecz o człowieka.
„Historie łajdackie” to lektura, która wciąga atmosferą i zostawia czytelnika z pytaniami o winę i wolność, o miłość i jej granice, ale też o to, jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni za własne wybory i na ile kształtują nas miejsca, w których przyszło nam żyć.
To Dehnel roniczny, elegancki, precyzyjny, a zarazem, paradoksalnie,która kojący. Bo nawet jeśli opowiada o przekroczeniach, robi to z literacką klasą, która przywraca wiarę w siłę dobrze opowiedzianej historii.
Komentarze
Prześlij komentarz