Moje przyciąganie do kryminałów ma w sobie coś z uzależnienia. Zaczęło się rzecz jasna niewinnie, od klasyki, a potem było już tylko mroczniej, bardziej bezkompromisowo i współcześnie. Dziś szukam historii, które nie tyle prowadzą czytelnika za rękę, co raczej wciągają go w bagno niedopowiedzeń. I właśnie tam, po kolana w niepewności, zaczyna się najnowsza powieść autorstwa Grzegorza Mirosława.
Już punkt wyjścia jest dość duszy, bowiem mężczyzna budzi się w lesie, zakrwawiony, bez pamięci, bez rodziny. To motyw znany, ale tutaj zostaje rozpisany wyjątkowo niepokojąco.
Autor prowadzi narrację tak, jakby sam nie do końca chciał zdradzić prawdę albo jakby prawda była czymś, czego lepiej nie dotykać. Wielowątkowość nie jest tu ozdobą, lecz narzędziem dezorientacji, a poszlaki rozchodzą się w różnych kierunkach, często prowadząc donikąd, a czytelnik chcąc nie chcąc zaczyna kwestionować własne wnioski. To gra wymagająca skupienia, ale i pewnej pokory wobec tekstu.
Największą siłą tej powieści jest jednak przestrzeń. Beskidzki las nie jest tylko tłem, staje się osobnym bytem. Dziki, milczący, obojętny wobec ludzkiego dramatu, a jednocześnie przesiąknięty czymś pierwotnym, niemal rytualnym. w tej odsłonie nie ma nic wspólnego z pocztówkowym pejzażem. To miejsce, w którym kończą się szlaki.
Im dalej fabułę, tym bardziej czuć, że autor igra z konwencją. To już nie tylko śledztwo, ale powolne zanurzanie się w coś, co wymyka się racjonalnemu porządkowi. Pojawiają się elementy niemal graniczne między realizmem a czymś trudnym do nazwania. I właśnie wtedy historia zaczyna działać najmocniej.
Kulminacja nie przynosi klasycznej ulgi. Wręcz przeciwnie, zostawia czytelnika w stanie lekkiego zawieszenia, może nawet konsternacji. To ten rodzaj zakończenia, który nie tyle zamyka opowieść, co otwiera nowe pytania. I choć można mieć poczucie pewnego rozchwiania, trudno odmówić tej decyzji odwagi.
„Oszast” to kryminał, który nie chce być wygodny. Nie podaje odpowiedzi na tacy, nie pozwala czytać się „na autopilocie”. Wymaga zaangażowania, czujności, a czasem zgody na to, że nie wszystko musi być jednoznaczne.
Komentarze
Prześlij komentarz