Czasem łapię się na tym, że z westchnieniem i estymą wspominam czasy, kiedy beztrosko mogłam szaleć na dworze, wspinać się po drzewach i zupełnie bezkarnie po dziecięcemu broić. Z głową wciąż pełną pomysłów (często średnio rozsądnych, ale za to jakże ekscytujących!). I trochę marzy mi się, żeby dzisiejsze dzieci nadal miały w sobie coś z odkrywcy. Tylko jak im to pokazać? Ano bardzo prosto, przedstawić im Grejs i patrzeć, jak dzieje się magia.
Gracja Koziołek cierpi nieprawdopodobnie na brak hobby. Brzmi groźnie? I słusznie! Bo jeśli nie znajdziesz pasji do przyszłego tygodnia, ryzykujesz etykietką „okropnej NUDZIARY”, a to przecież społeczna katastrofa większa niż brak Wi-Fi.
GGrejs to dziewczyna, która z wdziękiem wpada w kolejne pomysły i jeszcze szybciej z nich spada (czasem dosłownie, zwłaszcza gdy w grę wchodzi wspinaczka po drzewach). Jej podejście do życia można streścić tak: „Co może się nie udać?” i to zdanie działa jak zaproszenie dla chaosu, który ochoczo wchodzi drzwiami i oknami.
Próby znalezienia hobby to prawdziwa komedia pomyłek. Wspinaczka? Proszę bardzo, drzewa czekają, grawitacja też. Śpiewanie? Oczywiście! Wystarczy otworzyć usta i znaleźć odważnych słuchaczy. A wszystko to dzieje się w tempie, które sprawia, że czytelnik ledwo nadąża przewracać strony, jednocześnie zastanawiając się, czy powinien się śmiać, czy jednak wysłać Grejs kask ochronny.
Jakby tego było mało, bohaterka musi jeszcze zdobyć pieniądze na plac zabaw dla kóz oraz sprostać wymaganiom mamy, która najwyraźniej uważa, że najlepszym sposobem na życie jest robienie idealnych zdjęć agroturystyki. Efekt? Grejs biega z aparatem zamiast ratować świat… znaczy kozy… znaczy swoją reputację...
To, co naprawdę stanowi o wyjątkowości tej książki, to nie tylko humor (choć jest go tu więcej niż w przeciętnym stadzie rozbrykanych kóz), ale też energia i autentyczność. Grejs nie jest perfekcyjna i całe szczęście! Dzięki temu dzieci mogą zobaczyć, że nie trzeba być mistrzem wszystkiego, żeby świetnie się bawić. A dorośli? Cóż, dorośli przypomną sobie, że kiedyś też wpadali na genialne pomysły typu „zróbmy coś totalnie szalonego i zobaczmy, co się stanie”.
Styl jest lekki, dynamiczny i pełen błyskotliwych obserwacji. Dialogi są naturalne, a sytuacje tak absurdalne, że aż boleśnie prawdopodobne, bo przecież każdy kiedyś próbował czegoś, na czym kompletnie się nie znał.
Jest to książka, która działa jak kubek kakao po dniu pełnym obowiązków, rozgrzewa i poprawia humor. A jeśli przy okazji zachęci dzieci do wspinania się na drzewa (w granicach rozsądku!) i szukania własnych pasji – to tylko lepiej.
Uwaga: po lekturze istnieje ryzyko nagłego przypływu chęci na znalezienie nowego hobby. Albo przynajmniej na wejście na najbliższe drzewo.
Komentarze
Prześlij komentarz