Przejdź do głównej zawartości

Justyna Drzewicka i Bartek Brosz – Gracja Koziołek. Mam przechlapane

 Czasem łapię się na tym, że z westchnieniem i estymą wspominam czasy, kiedy beztrosko mogłam szaleć na dworze, wspinać się po drzewach i zupełnie bezkarnie po dziecięcemu broić. Z głową wciąż pełną pomysłów (często średnio rozsądnych, ale za to jakże ekscytujących!). I trochę marzy mi się, żeby dzisiejsze dzieci nadal miały w sobie coś z odkrywcy. Tylko jak im to pokazać? Ano bardzo prosto, przedstawić im Grejs i patrzeć, jak dzieje się magia.



Gracja Koziołek cierpi nieprawdopodobnie na brak hobby. Brzmi groźnie? I słusznie! Bo jeśli nie znajdziesz pasji do przyszłego tygodnia, ryzykujesz etykietką „okropnej NUDZIARY”, a to przecież społeczna katastrofa większa niż brak Wi-Fi.

GGrejs to dziewczyna, która z wdziękiem wpada w kolejne pomysły i jeszcze szybciej z nich spada (czasem dosłownie, zwłaszcza gdy w grę wchodzi wspinaczka po drzewach). Jej podejście do życia można streścić tak: „Co może się nie udać?” i to zdanie działa jak zaproszenie dla chaosu, który ochoczo wchodzi drzwiami i oknami.

Próby znalezienia hobby to prawdziwa komedia pomyłek. Wspinaczka? Proszę bardzo, drzewa czekają, grawitacja też. Śpiewanie? Oczywiście! Wystarczy otworzyć usta i znaleźć odważnych słuchaczy. A wszystko to dzieje się w tempie, które sprawia, że czytelnik ledwo nadąża przewracać strony, jednocześnie zastanawiając się, czy powinien się śmiać, czy jednak wysłać Grejs kask ochronny.

Jakby tego było mało, bohaterka musi jeszcze zdobyć pieniądze na plac zabaw dla kóz oraz sprostać wymaganiom mamy, która najwyraźniej uważa, że najlepszym sposobem na życie jest robienie idealnych zdjęć agroturystyki. Efekt? Grejs biega z aparatem zamiast ratować świat… znaczy kozy… znaczy swoją reputację...

To, co naprawdę stanowi o wyjątkowości tej książki, to nie tylko humor (choć jest go tu więcej niż w przeciętnym stadzie rozbrykanych kóz), ale też energia i autentyczność. Grejs nie jest perfekcyjna i całe szczęście! Dzięki temu dzieci mogą zobaczyć, że nie trzeba być mistrzem wszystkiego, żeby świetnie się bawić. A dorośli? Cóż, dorośli przypomną sobie, że kiedyś też wpadali na genialne pomysły typu „zróbmy coś totalnie szalonego i zobaczmy, co się stanie”.

Styl jest lekki, dynamiczny i pełen błyskotliwych obserwacji. Dialogi są naturalne, a sytuacje tak absurdalne, że aż boleśnie prawdopodobne, bo przecież każdy kiedyś próbował czegoś, na czym kompletnie się nie znał.

Jest to książka, która działa jak kubek kakao po dniu pełnym obowiązków, rozgrzewa i poprawia humor. A jeśli przy okazji zachęci dzieci do wspinania się na drzewa (w granicach rozsądku!) i szukania własnych pasji – to tylko lepiej.


Uwaga: po lekturze istnieje ryzyko nagłego przypływu chęci na znalezienie nowego hobby. Albo przynajmniej na wejście na najbliższe drzewo. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Ewa Olchowa – Seria Zrodzona

 O serii Zrodzona zrobiło się głośno kilka lat temu, kiedy to pewna poznanianka zaczęła spełniać swoje marzenia i własnym sumptem wydała pierwszy tom. Fajny pomysł na promocje, gigantyczne pokłady pracy i przede wszystkim rzutki pomysł, przyniósł efekty w postaci powiększającej się ciągle liczby fanów. Trochę z niedowierzaniem i wielką ostrożnością podchodziłam do tej serii, ale w końcu dałam się przekonać. Szybko okazało się, że doskonały marketing idzie też w parze z bardzo dobrą historią. zdj. Ewa Olchowa Opowieść ta traktuje o Rose, pewnej młodej dziewczynie, której życie odwraca się o 180 stopni. Okazuje się, że nie jest zwykłym człowiekiem, ba, bliżej jej raczej do kreatur znanych raczej z książek niźli z prawdziwego życia. Dziewczyna zakochuje się w przystojnym Łowcy i trafia do miejsca, gdzie ma się dokonać jej przemiana. Tylko pytanie brzmi czy zostanie Luminatem (osobą władającą światłem i pochłaniającą ludzką energię) czy też Łowcą (kimś w rodzaju wampira). Przejdzie wię...