Jakam stara, takam głupia! – Jęłam utyskiwać na siebie, mniej więcej w połowie lektury. Dałam się wpędzić jak Andzia w maliny, ale, że zaczęłam czytać, toteż musiałam skończyć. Sądziłam bowiem, że oto przede mną leży na nowo opowiedziana, zakazana historia mitologicznej Persefony i Hadesa. Coś w rodzaju doskonałej Kirke lub Pieśni o Achillesie . Cóż, pomyliłam się sromotnie i cierpiałam katusze. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Otóż, okazuje się, że tutaj fabuła z mitologią ma tyle wspólnego co przysłowiowa świnia z siodłem. Oprócz imion i nazw miejsc, w których rzecz się dzieje, nie zauważyłam wspólnych mianowników. Historia rozpoczyna się fetą na Olimpie, w wieżowcu, którego właścicielem jest Zeus i kilkoro innych prominentnych przedstawicieli miasta. Na przyjęciu tym, jedna z córek Demetry dowiaduje się, że zostanie kolejną żoną władcy. A, że dziewczyna ma dość mocno zarysowany instynkt samozachowawczy, to ucieka. Prosto w ramiona Hadesa, persona non grata wśród Trz...