Kiedy skończyłam czytać książkę Kuzniecowej, zastanawiałam się długo w jaki sposób mam o niej opowiedzieć, by moje słowa nie były pompatyczne lub patetyczne. Postanowiłam więc zrobić to zgodnie z uczuciami, które towarzyszyły mi podczas lektury. Postaram się więc to zrobić jak najsubtelniej potrafię. Jana jest etnolożką z Kijowa i wraca właśnie na ukraińską wieś, by badać dawne ludowe wróżby. Ten powrót jest jednak czymś więcej niż naukową wyprawą. To swego rodzaju podróż w głąb pamięci i emocji, w świat, w którym przeszłość wciąż pełna jest codziennych gestów, pachnie chlebem, brzmi rąbanym na opał drewnem... Musi jednak wybrzmieć, że a niezwykła powieść nie jest nostalgiczną baśnią o wiejskim życiu. To książka o współczesnej Ukrainie i o kruchości istnienia w cieniu niepokoju i wojny, ale też o tym, jak w niepewnych czasach człowiek szuka sensu w najmniejszych przejawach dobra. Kuźniecowa pisze o świecie, który zdaje się chwiać, ale właśnie w tej chwiejności odnajduje siłę. „Ws...