O Księdze Całości Kresa opowiadałam już wiele i można by powiedzieć, że właściwie temat został wyczerpany, bo przecież seria zbliża się do końca. Ale, że mój zachwyt nad nią trwa i jest stabilny, toteż zamierzam kontynuować te moje opowieści. fot. GioelleFazzierri z Pixabay Przyzwyczajona do nagłych zwrotów akcji, do ubijania bohaterów w najmniej spodziewanym momencie, z całym impetem wskoczyłam w sam środek historii o Pani dobrego znaku. Do scen bitewnych, krwawych jatek, do fantastycznie opisanych scen wojennych zaplanowanych przez wybitnego stratega. To historia, która jest kontynuacją Wiecznego pokoju, tomu, który wprowadzał w historię, opowiadał o pewnych zależnościach politycznych i przygotowaniach do walki, po to, by w ostatecznym rozrachunku uderzyć z całym impetem. Kres miesza w fabule jak wielkim tyglu. Nie zwraca uwagi na to, że wrze w tym kotle i kipi, ładuje tam bezlitośnie kolejne postaci, nadaje im charakteru i wrzuca w to wojenne szaleństwo. A to opisze zmyśl...