Przejdź do głównej zawartości

Daria Kwiecińska – Akademia Holborn. Kły.

 Muszę przyznać, że wciąż chętnie sięgam po młodzieżówki i książki o wampirach, ponieważ ten motyw od lat nie traci dla mnie uroku, a historie o mrocznych istotach, które zmagają się z własną naturą i codziennością, zawsze mają w sobie coś wciągającego. 



Już sam pomysł na fabułę wydał mi się całkiem zmyślny. Autorka nie poszła najprostszą drogą, tylko spróbowała odświeżyć wampiryczną konwencję. I utkała sobie świat, w którym klany wampirów rządzą się pradawnymi prawami i obyczajami, a magia rodowa odgrywa ogromną rolę. To właśnie w takim środowisku dorasta Sora, która jest dziewczyną niestety nie do końca pasującą do swojej rodziny i, co gorsza, zmaga się z tajemnicą mogącą zniszczyć jej przyszłość. Trafia do Akademii Holborn, do szkoły na północy, która uczy młodych wampirów nie tylko panowania nad sobą, ale także przygotowuje ich do politycznych i rodowych zobowiązań. To w tych zimnych murach Sora poznaje nowych przyjaciół i wrogów, wikła się w konflikt klanów, a przy okazji staje przed jednym z najbardziej klasycznych, ale zawsze emocjonujących wątków, czyli przemianą uczucia od nienawiści do miłości.

To, co w tej książce najbardziej mnie ujęło, mimo że pod płaszczykiem wampirycznej opowieści znajdują się znajome schematy (akademia, rywalizacja, sekrety, zakazane uczucia), to to, że historia broni się swoim klimatem i lekkością. Daria Kwiecińska zadbała o to, by Akademia Holborn miała duszę, choć czuć mroźną aurę miejsca, atmosferę napięcia między uczniami i przyciąganie między bohaterami, które rozwija się powoli, budując emocje.

Nie jest to powieść rewolucyjna, ale zdecydowanie fajna, wciągająca opowieść, która przypomina, za co tak lubię młodzieżowe romanse fantasy. Jeśli szukacie książki lekkiej, pełnej magii, sekretów i emocjonalnych rozterek, to „Akademia Holborn. Kły” może się okazać idealnym wyborem na jesienne wieczory. Polecam zatem i zapiszę sobie w notesie, że czekam na część kolejną.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...

Ewa Olchowa – Seria Zrodzona

 O serii Zrodzona zrobiło się głośno kilka lat temu, kiedy to pewna poznanianka zaczęła spełniać swoje marzenia i własnym sumptem wydała pierwszy tom. Fajny pomysł na promocje, gigantyczne pokłady pracy i przede wszystkim rzutki pomysł, przyniósł efekty w postaci powiększającej się ciągle liczby fanów. Trochę z niedowierzaniem i wielką ostrożnością podchodziłam do tej serii, ale w końcu dałam się przekonać. Szybko okazało się, że doskonały marketing idzie też w parze z bardzo dobrą historią. zdj. Ewa Olchowa Opowieść ta traktuje o Rose, pewnej młodej dziewczynie, której życie odwraca się o 180 stopni. Okazuje się, że nie jest zwykłym człowiekiem, ba, bliżej jej raczej do kreatur znanych raczej z książek niźli z prawdziwego życia. Dziewczyna zakochuje się w przystojnym Łowcy i trafia do miejsca, gdzie ma się dokonać jej przemiana. Tylko pytanie brzmi czy zostanie Luminatem (osobą władającą światłem i pochłaniającą ludzką energię) czy też Łowcą (kimś w rodzaju wampira). Przejdzie wię...