Pamiętam, że kiedy wzięłam do ręki "Pierwszy róg", czyli powieść rozpoczynającą słynny cykl o "Tajemnicy Askiru" Obawiałam się, że zachwycona stylem George’a R.R. Martina i samego mistrza Tolkiena – nie będę mogła się dostosować i przez cały czas będę doszukiwać się podobieństw. Okazało się, że się myliłam, ba! Ja absolutnie nie miałam racji! I bardzo dobrze, bo to już kolejna odsłona tego cyklu i każda zachwyca. Tym razem, autor zaserwował swoim czytelnikom niemałą niespodziankę. Poświęcił jeden tom na opowieść li i jedynie o przepięknym i niemal mitycznym Askirze, dodając do tego garść bohaterów, którzy w poprzednich tomach dali się poznać, lub tylko zaznaczali swoją obecność, ale też wprowadził całkiem nowe postaci, które nadają opowieści kolorytu i prawdopodobnie będą miały pewien wpływ na to, co pojawi się w kolejnym tomie. Na tę chwilę pożegnaliśmy się z Havaldem, Seraphine i innymi, ale to bardzo odświeżający proces, a przecież spotkamy się z całą kompani...