Przejdź do głównej zawartości

Posty

Łagowskie jeziora - baśń

 Dawno temu, w pięknych zielonych lasach gdzie teraz znajduje się pojezierze łagowskie panowała harmonia i spokój. Matka Natura zadbała o to by mieszkańcom tych ziem niczego nie brakowało. Lasy były pełne zwierzyny, grzybów i jagód, a jezioro wokół których powstała osada, obfitowało w ryby. Ludziom żyło się dobrze i dostatnio, bo z szacunkiem odnosili się do wszystkich stworzeń. Jezioro, które było czyste jak najprzedniejszy kryształ, kryło w swoich głębinach cudowną tajemnicę, której strzegła sama Matka Natura. Wysyłając niegdyś lodowiec w te strony, wiedziała, że stworzy duże jezioro rynnowe o bajecznych kształtach, wielu zakamarkach i nierównym pofalowanym dnie. Po wielu długich latach żmudnego żłobienia, udało jej się uzyskać zadowalający efekt i stwierdziła, że to właśnie tutaj będzie odpoczywała. I choć wtedy nie nadawano jeszcze nazw, to Matka Natura postanowiła, że osobiście dopilnuje by w przyszłości nadano mu nazwę Ciecz.  Pod jej nieobecność jeziora...

Posmaruję jeszcze

- Od czego zacząć? - pomyślał Marek - mhmhmhm, pachnące masło morelowe, krem z wyciągiem z ylang ylang, a może balsam z oliwą z orzechów makadamia? Chciał zrobić Gabrysi niespodziankę, rozochocić jej wspaniałe ciało. Namówić do namiętnych zbliżeń, gorącego dotyku i ekstatycznych uniesień. Uwielbiał jej gładkie, nawilżone i pachnące ciało. Kochał całować gładkie uda, jędrne pośladki i masować zmysłowe piersi. Był podniecony. Nie mógł się doczekać wieczora. Kupił butelkę Dom Perignon i zmroził do odpowiedniej temperatury. Truskawki i jagody czekały w wielkiej oszronionej misie. Płatki róż rozsypane po pokoju upajały zmysły wraz z ciężkim zapachem piżmowych świec. Zaplanował każdą minutę wspólnego wieczoru. Miał poprowadzić wybrankę do materaca pokrytego karminową narzutą, położyć ją na łożu i obsypywać nagie ciało płatkami kwiatów. Głaskać, wodzić palcem po krzywiźnie uda, pieścić cudowną i miękką kobiecość. Kiedy byłaby już bliska spełnienia - dać oddech...

Kołkuchy i Szyszaki

 - Piotreeek, Piotrek – krzyknął Kołkuch wprost do ucha dwuletniego, bawiącego się klockami chłopca – muszę ci coś powiedzieć! – Ceść, Zielony! Co ty tu lobi ś ? Dlacego nie siedzi ś  w domu za kalolyfelem, tylko ps i lazłeś za mną do  ź łobka? Kołkuch roześmiał się serdecznie, wprawiając w pląsy swój wielki pękaty brzuch – Przyszedłem do ciebie, ponieważ chciałem ci kogoś przedstawić – spójrz – to jest Szyszak Wlad – machając wielką śmieszną dłonią, wskazał na towarzysza – mieszka niedaleko twojego okna w wielkiej sośnie. Siedzi w małej dziupli i czekał na mój znak od prawie dziewięciu miesięcy. Przybiera różne kształty. Może być okrągłym i puchatym zwierzątkiem, brzydkim zielonym glutem, albo niewidzialnym przyjacielem. To od ciebie zależy kim się stanie. Czeka na twoją decyzję. – Ale dlacego i co to jest decyzja? – zastanowił się Piotruś – ja was lubię, pilnujecie mnie, bawicie się ze mną. Ja nie kceeee innych kolegów – pisnął, a w jego oczach zalśniły kro...

Co tam, panie w kobiecej literaturze?

Maj mamy okrutny i zimny. Wiosna postanowiła się na nas wypiąć i zwiała gdzieś gdzie jest cieplej, zostawiając śnieg, mróz i niskie ciśnienie. Może to i dobrze. Bo jakby nie patrzeć można też się obrazić na niesprzyjającą aurę i trochę poczytać. A ponieważ kilka osób prosiło o informację o tych premierach, spieszę z pomocą. Zajrzyjcie i zaczytajcie się. Dziś mamy dwie ważne premiery. Jedną z nich jest pozycja Magdaleny Witkiewicz pt. "Czereśnie zawsze muszą być dwie". Czekałam na nią dwa lata, bo tyle zajęło autorce pisanie jej i szczerze mówiąc, kupuję ją w ciemno! Kto jak kto, ale ekspertka od happy endów jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Opis powieści z portalu Lubimy Czytać: Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita.  Zosia Krasnopolska otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się domem z duszą uwięzioną w dalekiej przeszłości. Stary dom oto...

KOŁKUCHY

Mam na imię Piotrek. Byłem ciekaw dlaczego tak mnie nazwano, ale wymyśliłem sobie, że pewnie dlatego, że to fajne imię. Pojawiłem się nagle, wśród krzyków i ogólnego rozgardiaszu w jakimś dziwnym miejscu. Nie bałem się jednak, bo była przy mnie moja mama, która raz po raz szeptała mi do ucha miłe słowa i całowała w czółko. Trafiliśmy później do domu, w którym czekał na nas tato. Fajnie nam się razem żyje. Tata chodzi do pracy (to pewnie bardzo daleko, bo nie ma go długo), a ja z moją mamą zostajemy w domu. Mama jest fajowa. Siedzi ze mną na podłodze i się bawimy. Nie umiem jeszcze mówić i mama nie rozumie tego, że teraz to chciałbym wsadzić paluch do doniczki, a nie bawić się klockami. Wykrzywiam wtedy buzię i zaczynam krzyczeć tak długo, aż z moich oczu popłyną małe, słone kropelki. Mama robi wtedy dziwne miny. Chyba nie lubi kiedy tak się zachowuję. Oprócz mamy i taty mam też dwóch czworonożnych przyjaciół. Koty. Są takie mięciutkie i puchate! Uwielbiam je po prostu. Jeden...

Bibliotekarka

Praca w bibliotece miejskiej nie dawała Gabrieli satysfakcji. Jako nastolatka marzyła o podróżach i zwiedzaniu świata. Niestety utknęła w prowincjonalnym miasteczku i zmuszona była do oglądania wciąż tych samych twarzy... Miała odbyć tylko staż i wyjechać do Wrocławia, gdzie czekała na nią praca tłumaczki w dobrze prosperującej firmie. Niestety, choroba matki, niska samoocena i brak asertywności spowodowały wypalenie. Nie walczyła. Pogodziła się z szarą rzeczywistością i z obojętną miną witała nowy dzień. Do pracy wkładała zawsze granatową garsonkę i białą bluzkę, wyprasowaną tak mocno, że kołnierzyk rozciąłby skórę. Na nogach czarne czółenka w niemodnym fasonie i torebkę z wyprzedaży. Gabriela miała w sobie tyle seksu, co kosz z włóczką babci Zeni. Jako trzydziestolatka nie miała wielu znajomych. W większości były nimi znudzone młode matki albo nieogarnięte życiowo sekso-maniaczki. Z czasem pogodziła się ze swoim losem i polubiła pracę. Uwielbiała dotykać książek, utożsamia...

Kolorowe pisanki - bajka dla dzieci

Dawno temu, we wsi Malutkowo mieszkali państwo Pracusińscy. Małżeństwo prowadziło gospodarstwo. Ignacy Pracusiński codziennie rano wyjeżdżał konikiem w pole, by tam orać ziemię, bronować, czy też siać zboże. W domu zostawała wtedy gospodyni Halina. Dbała o dom i zwierzęta. W jej gospodarstwie zawsze tętniło życie. Niezliczone ptactwo i zwierzęta hasały wesoło po podwórku. Można było tam znaleźć kury, kaczki i gęsi. Dumne i pięknie gulgające indyki oraz śpiewające perliczki. Na parapecie okiennym wśród pelargonii i geranium, wylegiwał się kot Burczoch. W dziurze po luźnej cegle, mieszkała rodzina myszek polnych, która uwielbiała wygrzewać się w wiosennym słońcu. Obejścia strzegł mały, kudłaty pies Fido, odpowiedzialny za spokój i porządek. Tuż za domem był piękny sad, gdzie kwitły wiśnie, jabłonie oraz śliwy. Wśród tych pięknie pachnących drzew, stało kilka małych kolorowych uli, w których mieszkały pszczoły wraz ze swoją królową. Halina uwielbiała swoje zwierzęta. ...