Przejdź do głównej zawartości

Wojciech Wójcik – Kurs na śmierć

Kiedy biorę w dłoń opasłe tomisko, to zawsze zastanawiam się, czy autor ma smykałkę do wodolejstwa i trudno mu się rozstać z bohaterami, czy też utkał tak skomplikowaną historię, że nie dało rady zmieścić jej w krótszej formie. Jakże się cieszę, kiedy ta druga opcja jest tą prawdziwą i czytam od dechy do dechy, właściwie na wdechu. Przed Wami kryminał arcypyszny!




Tajemnicze morderstwa, do których dochodzi na terenie szkoły policyjnej, wstrząsają służbami na wskroś. Do rozwiązania sprawy i wyjaśnienia wszystkich niejasności zostaje oddelegowany nijaki Paweł Łukasik, który niegdyś był wschodzącą gwiazdą kryminalistyki, a teraz jest  zesłanym dyscyplinarnie na prowincję śledczym. Czy Łukasik i jedna z odbywających szkolenie kobiet  – Agnieszka, doprowadzą sprawę do końca i zrehabilitują się w oczach innych?

Wójcik uknuł sobie tutaj świetną intrygę. Postanowił rzucić czytelnikowi trupa czy dwa, pozwolić mu wysnuć własne wnioski, a potem pomieszać i poplątać fabułę tak, że całe wcześniejsze założenia trafił szlag, bo przetasowało się dokumentnie wszystko. I zrobił to na tyle umiejętnie, że czytelnik nie jest w stanie powiedzieć gdzie i kiedy jego logiczne wnioski się ulotniły. 

Powieść udekorowana jest wspaniałymi i mięsistymi dialogami, które wynikają jedne z drugich i nie pełnią roli sztucznego wypełniacza. Wypowiadają je niemniej charakterne postaci, stworzone z wyjątkowym pietyzmem. Bohaterowie są wyjątkowi, niewyidealizowani, ludzcy i mało pompatyczni. Czytelnik dostał ich z całym dobrodziejstwem inwentarza   z ich zaletami i wadami w pakiecie.

Akcja jest dość dynamiczna, choć nie pędzi na złamanie karku. Jest czas na zastanowienie, chwilę zadumy nad sprawą i układanie własnych pomysłów na to, kto, gdzie i w jakim celu miesza w sprawie.

Poleca wszystkim miłośnikom wielowymiarowych kryminałów, które od początku do końca pasjonują i nie pozwalają na chwile oddechu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o wrocławskich krasnalach

Baju, baju, bajka... Wszystkie dzieci wiedzą o tym, że krasnoludki to małe dzieln e skrzat y , które pracują w nocy i pomagają ludziom. Ale czy wiecie, że jest miasto, w którym krasnale żyją i mają się dobrze? Nie? No to spieszę z pomocą. Otóż krasnale mieszkają we Wrocławiu, pięknym mieście położonym na Dolnym Śląsku. Mieszka tam pewien mały chłopiec, który przeżył niezwykłą przygodę. Mam 10 lat i na imię mi Cyryl. Mieszkam z mamą w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu, w starych koszarach wojskowych. Mój tato był porucznikiem w wojsku, ale zginął na misji i zostaliśmy z mamą we dwoje. Mam rude włosy i piegowaty nos. Nie przeszkadza mi to jednak, bo mama mówi, że dzięki temu jestem wyjątkowy. Chodzę do szkoły na naszym osiedlu i mam wielu przyjaciół. W naszym bloku mieszkają ludzie, którym często pomagam. Czasem pomagam sąsiadce z dołu, wyprowadzam psa pana Kazimierza lub przytrzymuję ciężkie drzwi od klatki, żeby Pani Krysia mogła swobodnie wejść wraz ze swoimi rozkrzycza...

Shannon Chakraborty – Przygody Aminy Al-Sirafi

 Fantastyka, w której prym wiodą kobiety krnąbrne, inteligentne i żądne przygód to dość powszechna forma, ale takiej krewkiej i szalonej piratki, moje czytelnicze oko wcześniej nie dostrzegło. Przypomina może nieco stukniętego kapitana Sparowa... choć nie! Amina jest o niebo lepsza! Jest to pełnomorska powieść przygodowa, podprawiona magią i demonicznymi bohaterami. Na tyle zawadiacka, że chciałoby się zaśpiewać:  "Ciepła krew poleje się strugami,  wygra ten, kto utrzyma ship. W huku dział ktoś przykryje się falami, Jak da Bóg, ocalimy bryg." *słowa: Lech Klupś I jakaż to była przyjemność czytać o emerytowanej piratce, w wieku powiedzmy średnim, która po raz ostatni rusza w rejs ku nowej przygodzie! Tym razem stawia czoła frankońskiemu kolonizatorowi i robi to z rozkoszą i niebywałym sprytem. To błyskotliwa i wielowarstwowa powieść o rodzinie, miłości i odnajdywaniu w życiu celu. Pełna przekomarzanek, zabawnych akcji i pyskówek opowieść przygodowa, która z początku snuje ...

Bajka o królowej Róży

Całkiem niedaleko, bo tuż za brzozwym lasem, stał biały domek pokryty starą cementową dachówką, którą tu i ówdzie pokrywał mech. Pomalowane na zielono okiennice lśniły w słońcu, a wielkie, otwarte na oścież drzwi zachęcały do odwiedzin. W domku mieszkał ogrodnik Szkuta, którego największą miłością było hodowanie kwiatów. Jak nikt inny znał wszystkie rośliny znajdujące się w ogrodzie, dbał o nie, pielęgnował i pomagał rosnąć. Jego największą tajemnicą było to, że potrafił porozumiewać się ze swoimi kwiatami. To właśnie one mówiły mu gdzie najlepiej je posadzić, w którym miejscu ziemia jest odpowiednio żyzna, a w którym miejscu wyleguje się rudy kocur Stefek i lepiej byłoby to miejsce omijać. Szkuta kochał swój ogród, ale brakowało mu rośliny, z której byłby dumny i mógłby chwalić się nią wśród znajomych. Pragnął takiej rośliny, która królowałaby w jego ogrodzie, dlatego w pierwszy piątek czerwca wybrał się na wielki targ rolniczy z zamiarem zakupienia sadzonek. Jego ...