Przeczytałam tę książkę w kilka godzin. Nie byłam w stanie napisać jednak o niej od razu, dlatego, że... nie wierzyłam autorowi. I nie wiem, czy siedzi we mnie niewierny Judasz, czy kieruje mną jako taka znajomość historii, czy może jestem przekorna i nie przyjmuję pewnych wiadomości. Eddie Jaku napisał tę książkę mając sto lat. Jest Niemcem. Żydem. Wykształconym człowiekiem. Przeżył wojnę i rozpoczął nowe życie w Australii. Doszedł do wniosku, że warto być dobrym, szczęśliwym człowiekiem, trzeba tylko przepracować traumy i rozpocząć nowy etap, który da tę satysfakcję. Wdrażał swój plan krok po kroku i dopiero u schyłku życia postanowił podzielić się historią z całym światem. Początkowo chciałam zanegować jego opowieści. Okazuje się bowiem, że Eddie trafiał zawsze w oko cyklonu. Był w samym centrum wydarzeń w czasie trwania Kryształowej Nocy, przypadkiem trafił pod Dunkierkę podczas słynnej bitwy, cudem uciekł z wagonu wiozącego go do obozu i to za pomocą śrubokrętu, usunięt...