Czy fanom tolkienowskiego olbrzymiego universum nigdy dość? Rzecz jasna! Pochylanie się od czasu do czasu w elficko-hobbitowym świecie, to zawsze olbrzymia przyjemność, ale też studiowanie tej niezwykłej krainy. Czytelnicy Tolkiena wiedzą jak wspaniale żyło się przed Sauronem, paskudnymi i niebezpiecznymi orkami i przed wojnami, które równały z ziemią kolejne królestwa. Ludzie żyli w dostatku, bezpiecznie i z niemal nabożną czcią kultywowali szczęście. O tym autor rozpisywał się choćby w Hobbicie. Tym razem jednak Tolkien skupił się na narodzinach zła, powolnym acz konsekwentnym upadku dobra i pochłaniania nicością każdego fragmentu ziemi. Trzeba przyznać, że cudownie jest wrócić do dobrze znanej twórczości, do doskonale wyważonych zdań, pieczołowicie i z pietyzmem składanych w zgrabną opowieść. Wspaniale jest się zanurzyć w długich i drobiazgowych opisach, które dokładnie ilustrują daną scenę. To niebywała radość dla każdego fana, którego nie przerażają zdania wielokrotnie ...